Wiara



Pokrzep swój stan duszy

cudo

Biblijne numery alarmowe:

 

Kiedy jesteś smutny:                                    J 14.
Kiedy ktoś mówi o Tobie źle:                       Ps 27. <br >

 

Kiedy jesteś zdenerwowany:                       Ps 52.
Kiedy Bóg wydaje się daleki:                       Ps 63.
Kiedy jesteś w niebezpieczeństwie:           Ps 91.
Kiedy martwisz się o sprawy materialne:   Mt 6, 19-34.
Kiedy potrzebujesz ożywienia wiary:          Hbr 11.
Kiedy jesteś samotny i boisz się:                Ps 23.
Kiedy jesteś zgorzkniały i wciąż krytykujesz:  1 Kor 13.
Żeby odkryć tajemnicę szczęścia:              Kol 3, 12-17.
Kiedy jesteś smutny i samotny:                  Rz 8, 13-39
Kiedy pragniesz ukojenia i odpoczynku:     Mt 11, 25-30
Kiedy świat wydaje się przesłaniać Boga:  Ps 90.

 

 

1364385809_tawula_600

Życie duchowe, owa głębia życia, zaczyna się nie od poszukiwania niezwykłych przeżyć, lecz od pokornego przyjmowania najprostszych sytuacji życiowych jako danych od Boga, a które mają być przeżyte na Jego chwałę. Całe życie duchowe polega na nieustannym „odczytywaniu” siebie na nowo, a poza sobą – całej historii, którą tworzy Bóg dla mnie i we mnie. Pamiętać, to skupiać siebie na nowo. Pamiętać = przypominać, aby uwewnętrznić to, co jest godne uwagi, co jest godne mnie. Przez pamięć wędruję do mojego wnętrza, w którym mogę odkryć istotę mojego życia. Poznać siebie przez wiarę, to przypomnieć sobie swój początek, udać się do swego źródła. Święci w porządku życia duchowego zawsze przyznawali szczególne miejsce pamięci. Jednak dla życia duchowego nie wystarczy pamiętać wydarzenia. Przypominanie sobie przeszłości potrafi sparaliżować siły, które umożliwiają nam działanie w teraźniejszości i robienie planów na przyszłość.

Niekiedy mamy takie doświadczenie, że Bóg jest wewnątrz mnie, a ja jestem na zewnątrz. Prawdziwe przypominanie prowadzi do wyznania wiary. W pełni przypominać swoje życie, to znaczy nie tylko to, jak je czynnie przeżywałem, ale także, jak życie otrzymałem. U św. Augustyna autobiografia przemienia się w wyznanie. Wyznanie zawiera w sobie winę i grzeszność. Znać swoją przeszłość w całości oznacza poznać siebie jako winnego. Gdy pamiętam siebie przed Bogiem, powinienem również pamiętać, jak nadużyłem Bożego daru. Przeszłość w pełni pamiętana, to przeszłość pełna winy. Mieć świadomość siebie samego, to pamiętać siebie jako dobrego, ale też jako źle czyniącego. „Mogę wybrać siebie samego tylko w skrusze” – mówił Kierkegaard. Tylko w skrusze akceptuję zło jako istotną część mojej przeszłości i równocześnie żałuję, odrzucam je. Zaakceptować siebie, to wybrać siebie w skrusze. Wina przyjęta stanowi istotny składnik tej pamięci, która wiedzie nas ku wnętrzu. Tylko wtedy, kiedy jestem w stanie ją wyznać, przyjmuję moją prawdziwą przeszłość z jej uchybieniami wobec Boga. Muszę przyjąć swoją winę – to zadanie tak bolesne, że odstrasza ono większość ludzi. Przyszłość jest przede mną zamknięta, gdy nie mogę zmusić się do wyznania mojej grzeszności. Przypomnienie sobie całej swojej przeszłości w akcie wyznania daje wstęp do życia wewnętrznego, początku wędrówki w głąb.

Jestem tym, czego chcę, i chcę tego, czym jestem. Jeśli troszczę się wciąż o jakość swojego stosunku do Boga, nie stałem się naprawdę ubogim. Dopóki wciąż usiłujemy znaleźć w sobie miejsce dla Boga, nie jesteśmy naprawdę ubodzy. To Bóg musi stworzyć swoje własne miejsce we mnie. Skrajne ubóstwo jest też prawdziwą pokorą. Zbyt często pokorę mylimy z fałszywą skromnością. Skrycie mamy nadzieję, że jeśli będziemy oskarżać siebie o niedoskonałość, Bóg być może zaprzeczy nam, że nie jesteśmy znowu tacy źli. Ale Bóg nam nie zaprzeczy, ponieważ ta niedoskonałość jest rzeczywista i sięga samego rdzenia naszego życia. Prawdziwa pokora polega na uczciwej akceptacji własnej niedoskonałości. Ubóstwo, bardziej niż środkiem, jest metodą otwierania drogi Bogu. Skoro bycie zjednoczonym z Bogiem jest po prostu uwolnieniem się od siebie, ubóstwo i pokora są celem. 

 

 



Ks. Robert Skrzypczak dla Fronda.pl: Jest kolosalna różnica pomiędzy jakością życia człowieka, który wierzy a jakością życia tego, który nie wierzy

„Jest kolosalna różnica pomiędzy jakością życia człowieka, który wierzy a jakością życia tego, który nie wierzy. A modlitwa może pełnić terapeutyczną rolę, niejako uodparniając nas na ból i cierpienie”.

Ks. Robert SkrzypczakDane cytowane przez „Rz” nie są wcale zaskakujące. Udowadniają one tyle tylko, że koło jest okrągłe. Od zawsze wiadomo, że człowiek, który ma kontakt z Bogiem jako najwyższą wartością, Osobą, która otwiera go na wieczność i zbawia, jest człowiekiem, któremu bardziej powodzi się w życiu, którego jakość życia jest lepsza. Kierowanie się etyką i wartościami moralnymi utrwala relację, buduje miłość, jedność, rodzinę. Z tego też powodu, w takich rodzinach mniej jest lęku egzystencjalnego, bolesnych sytuacji…

Badania jedynie potwierdzają coś, co od zawsze jest intuicją ludzkości i wartością przynajmniej od dwóch tysięcy lat, czyli od momentu pojawienia się Jezusa Chrystusa. Chrystus jest Bogiem miłości i tym, który pozwala nam się urzeczywistnić, zrealizować poprzez wychowanie samych siebie, porzucenie egoizmu, dawanie się innym. A to buduje trwałe relacje, małżeństwo, rodzinę.

Samymi wynikami badań nie da się jednak ustalić żadnej prawdy. Nie da się porównać statystyk, na przykład wskazujących ilość rozwodów w krajach, gdzie ludzie się pobierają i tam, gdzie tego nie robią. Tam są rozwody, gdzie ludzie zawierają małżeństwa. Gdzie nie ma małżeństw, a ludzie żyją na kontraktach cywilnych bądź w „związkach partnerskich”, tam nie ma rozwodów. W 2010 roku magazyn „Time” umieścił na okładce tytuł „Co zrobić, żeby nie było rozwodów?”. Jaka była odpowiedź? „Nie pobierać, nie żenić się”…

Wyniki badań cytowane przez „Rz” i wiele innych wcześniejszych wyników potwierdza, jak cenną i ważną rzeczą jest relacja z innymi ludźmi, ale przede wszystkim bycie w fundamentalnej dla człowieka relacji z Bogiem osobowym. Dla chrześcijan jest to Bóg, który objawił się w Chrystusie. Przypominam sobie równie cenne wyniki badań, dotyczące terapeutycznych skutków modlitwy. Psychologowie społeczni jednego z amerykańskich uniwersytetów dowiedli, że intensywna modlitwa daje większe rokowania wyzdrowienia z ciężkich, chronicznych chorób niż u osób, stanowiących grupę kontrolną, które nie modliły się, nie były wierzące.

Pamiętam też inne badania, które dowodziły terapeutycznej roli modlitwy. Ich autorzy dowiedli, że intensywna modlitwa podnosi poziom tolerancji dla cierpienia i bólu. Ludzie, którzy mają wewnętrzną zażyłość z Panem Bogiem są bardziej odporni na przeciwności życia, bóle egzystencjalne, także bóle fizyczne.

Mamy więc kolejne wyniki badań, które potwierdzają to, co stanowi mądrość wielu pokoleń chrześcijan. Wiara w Pana Boga bardzo pomaga w życiu. Jest kolosalna różnica pomiędzy jakością życia człowieka, który wierzy a jakością życia tego, który nie wierzy.

Jak działać prewencyjnie i zapobiegać rozwodom? Jesteśmy pokoleniem, które odkryło na nowo znaczenie przygotowania do małżeństwa. Przypomnę, że pierwsze próby przeprowadzania kursów przedmałżeńskich w Polsce podejmowano już w latach ’30. Praktyka kursówprzedmałżeńskich i duszpasterstwa narzeczonych wyszła z Krakowa, od Karola Wojtyły. To on stawiał pierwsze kroki w tym kierunku w latach ’50, później jako biskup i kardynał rozwijał praktykę solidnego, opartego na wtajemniczeniu w wiarę chrześcijańską, przygotowania do życia w małżeństwie. Wojtyła, a za nim inni polscy biskupi, rozwijali taką formę przygotowania, dochodząc do pewnej wizji, jaką była trzy-etapowa ścieżka, składająca się przygotowania dalszego, bliższego i bezpośredniego. Dalsze obejmowało lata szkoły podstawowej, bliższe – szkoły średniej, a bezpośrednie – to trzymiesięczny kurs przygotowania do małżeństwa.

Z jednej strony, jesteśmy pokoleniem, które bardzo mocno odkrywa w Kościele istotę małżeństwa. Teologia małżeństwa, teologia ciała, teologia seksualności jest niezwykle pogłębiona. Jest zasługą rozwijającej się teologii duszpasterstwa pokonanie manicheizmu, czyli sposobu myślenia, który lekceważył kwestie związane z cielesnością, seksualnością. Pokonanie manicheizmu pozwoliło na nowo odkryć siłę, moc sakramentu małżeństwa, głębię i dynamikę relacji międzyludzkich, a przede wszystkim pozwoliło odkryć działanie Boga poprzez związki uczuciowe między mężczyzną i kobietą, a także seksualność, która staje się jakby językiem, sposobem wyrazu prawdy, tkwiącej w najgłębszych pokładach ludzkiego człowieczeństwa, męskości i kobiecości.

Oczywiście, to wszystko z jednej strony się rozwija, a z drugiej – jest narażone na rutynę, zmęczenie, pośpiech… Jak słusznie zauważyli biskupi i kardynałowie zgromadzeni na poprzednim synodzie, poświęconym rodzinie i jak wynikało z przeprowadzonej przed nim ankiety, o którą prosił Franciszek, żyjemy dziś w czasach, które niesamowicie zmieniają nam sposób życia. Te silne zmiany cywilizacyjne wpływają także na jakość życia osobistego, ale przede wszystkim na jakość życia w relacjach, z najbliższymi. Dzisiejszy sposób studiowania, pracowania, zarabiania, globalizacja, zanikanie granic… to wszystko nie sprzyja budowaniu dobrych relacji międzyludzkich, a wręcz skraca je, banalizuje, niszczy.

Musimy dziś szukać nowego języka, nowej metody jak pomagać w Kościele już istniejącym parom małżeńskim. Jak wzmacniać małżeństwo, jak je dokarmiać, także w sposób duchowy, od strony ewangelicznej, jak przygotowywać do sztuki bycia małżonkiem, bycia ojcem i matką. Z jednej strony, mamy do czynienia z potwornym wrogiem, jakim jest globalizacja zmieniających się obyczajów, dostosowanych do gonitwy za sukcesem, karierą i pieniądzem, a z drugiej – z wrogiem, jakim jest rozprzestrzeniająca się ideologia stawiająca na indywidualizm i subiektywizm. Taka wizja człowieka niszczy ludzkie relacje, nie przypisuje im żadnej wagi, traktuje je jako coś kruchego, przypadkowego, z góry skazanego na tymczasowość. To nie sprzyja budowaniu więzi małżeńskiej, rodzinnej.

Dziś potrzeba ponadto wspierania, ewangelizacji, dodawania wewnętrznych sił duchowym całemu pokoleniu dzieci, które socjologowie nazywają sierotami rozwodowymi. Pod taką nazwą kryją się miliony ludzi, których rodzice się rozstali, którzy doświadczyli bolesnych skutków rozerwalności małżeństwa. Na poziomie psychologicznym doznali też zdrady ze strony kogoś najbliższego. To są rany, które zostają na całe życie. Osoba która trzymała na kolanach, przytulała, była od zawsze, w pewnym momencie opuszcza rodzinę, zostawia ją dla kogoś innego, oddala się z niewiadomych powodów. To się przeżywa jak zdradę, a ta ma bardzo niszczącą siłę dla ludzkiej osobowości, psychiki…

Kościół przede wszystkim powinien skupić się na tym, w jaki sposób wzmacniać małżonków i uczynić małżeństwa elementem ewangelizacji. Małżeństwo nie jest tylko skutkiem wiary w Pana Boga, nie jest skutkiem wiary w człowieka, ale przede wszystkim jest lekarstwem, antybiotykiem na rozprzestrzeniającą się cywilizację, w której nie ma miejsca na ludzkie więzi, miłość.

Rozm. MaR

6.11.2014, 13:22

HISTORIA I ZNACZENIE KRZYŻA

 14 września, jak co roku, obchodzimy w Kościele katolickim Święto

Podwyższenia Krzyża Świętego, a nazajutrz, 15 września – Wspomnienie Matki Bożej Bolesnej. Poszukując informacji o tym święcie i o jego historii znaleźliśmy w sieci piękne opracowanie, które z tej okazji chcemy przytoczyć… 

Krzyż jest narzędziem haniebnej i okrutnej śmierci Syna Bożego, znakiem rozpoznawczym chrześcijan, powszechnym gestem liturgicznym, a przede wszystkim symbolem odkupienia całej ludzkości i powszechnego pojednania z Bogiem.

UKRZYŻOWANIE

Ukrzyżowanie Jezusa Chrystusa opisują wszyscy czterej ewangeliści. Podają przy tym szczegółowe okoliczności tego wydarzenia: pojmanie, uwięzienie, sfingowany proces sądowy, naciski przywódców żydowskich i tłumu, skazanie, wyszydzenie, drogę krzyżową, ukrzyżowanie, śmierć, złożenie ciała do grobu. Świadectwa innych historyków wspominają m.in.: „o niejakim Jezusie, który został ukrzyżowany i umarł, a niektórzy (tzw. chrześcijanie) uważają, że żyje.”

Kara ukrzyżowania była znana w Palestynie, choć nie przewidywano jej w prawie mojżeszowym. O wiele bardziej ukrzyżowanie praktykowano wśród Fenicjan, Kartagińczyków, Persów i Rzymian. Na terenie Cesarstwa Rzymskiego nie stosowano jej jednak wobec obywateli rzymskich, gdyż była to najbardziej hańbiąca i okrutna metoda wykonywania wyroku śmierci. Skazańca odzierano z szat, rzucano go na ziemię i rozciągniętego przybijano do krzyża. Śmierć następowała najczęściej przez uduszenie, pod wpływem omdlenia, gorączki, wyczerpania, wstrząsu.

Rzymianie najczęściej stosowali dwa rodzaje krzyża. Pierwszy to crux commisa (krzyż połączony przez nałożenie) w kształcie greckiej litery Tau (T) powstawał przez nałożenie belki poziomej na pionową. Ten znak czynił na czołach, tych którzy zachowali wiarę prorok Ezechiel, co symbolizowało opieczętowanie zbawionych (Ez 9,4). Podobny kształt przybrał miedziany wąż zatknięty przez Mojżesza na palu, w celu ratowania ukąszonych Izraelitów, podczas drogi przez pustynię (Lb 21,4-9). To wydarzenie uznaje się za zapowiedź krzyża.

Drugi rodzaj to krzyż składany (crux immisa), tzw. łaciński. Na jego szczycie często umieszczano tabliczkę określającą rodzaj winy skazańca. O takiej tabliczce z napisem w języku hebrajskim, greckim i łacińskim wspominają ewangeliści: Jezus Nazarejczyk, Król Żydowski (J 19,19). Ten szczegół wydaje się przesądzać o tym, że kształtu krzyża przygotowanego dla Chrystusa przypominał znaną nam łacińską formę. Nie przesądza to możliwości niesienia w drodze na miejsce ukrzyżowania nie całości krzyża, lecz tylko poprzecznej belki, którą łączono z pionową dopiero na miejscu kaźni.

Świadectwo ewangelistów wskazuje, że Jezus został ukrzyżowany około południa, a umarł około godziny 15. Męką Syna Bożego na samym krzyżu nie trwała zatem dość długo, najprawdopodobniej ze względu na duże wyczerpanie wcześniejszymi cierpieniami. Karę śmierci krzyżowej zniósł w 336 r. cesarz Konstantyn Wielki, który wcześniej zasłynął wydaniem aktu tolerancyjnego wobec chrześcijan. W ten sposób nawracający się władca chciał odejść od praktyki, którą uświęciła śmierć Chrystusa.

HISTORIA DRZEWA KRZYŻA ŚWIĘTEGO

Krzyż i miejsce Chrystusowej męki na Golgocie nie były zapomniane przez pierwszych chrześcijan, lecz były niedostępne. Cesarz Hadrian ukarał Żydów za powstanie Bar Kochby w 132 i postanowił zamienić Jerozolimę w miasto całkowicie pogańskie, budując przy tym na miejscu męki Jezusa świątynię pogańską. Oznaczało to automatycznie zakaz wstępu dla żydów i chrześcijan, co uniemożliwiło kult krzyża. Dopiero po blisko dwustu latach, dzięki patronatowi cesarzowej św. Heleny, matki Konstantyna Wielkiego, odzyskanie relikwii stało się możliwe. Helena potęgą swego autorytetu wpłynęła na usunięcie pogańskich budowli i umożliwienie prac wykopaliskowych. W 326 r. (bądź 320) odnaleziono 3 krzyże, w tym ten najważniejszy, na którym umarł Jezus Chrystus. Wtedy wybudowano tam Bazylikę „Ad Crucem” (Męki Pańskiej). W rocznicę jej poświęcenia corocznie obchodzone jest święto Podwyższenia.

Wedle przekazu Helena odnalazła relikwie dzięki pomocy Żyda o imieniu Judasz, inspirowany Boża łaską wskazał miejsce, gdzie ukryto święte drzewo przed chrześcijanami. Po wszystkich wydarzeniach Judasz przyjął chrzest i jest czczony jako święty o imieniu Kyriakos. Odnaleziono wówczas trzy krzyże, a z powodu, że tabliczka (titulus) z tytułem winy była oderwana od drzewca nie można było odróżnić Krzyża Zbawiciela od krzyży dwóch łotrów. Z pomocą przyszedł kolejny cud. Biskup Jerozolimy, św. Makariusz, pod natchnieniem Bożym, nakazał położyć kolejno trzy krzyże przy łożu umierającej kobiety. Chora została uzdrowiona dopiero za trzecim razem i ten krzyż uznano za odnaleziony, prawdziwy Krzyż Zbawiciela. Wedle tradycji paryskiej to sama św. Helena nakazała złożyć na świętym miejscu niedawno zmarłego mężczyznę, a ten został wskrzeszony, mocą Bożą, przez zetknięcie z prawdziwym krzyżem. Z kolei św. Ambroży utrzymuje, że „narzędzie zbawienia” rozpoznano po tabliczce, która cały czas była przymocowana do Krzyża.

Wedle tradycji rozpowszechnionej w Rzymie odnalezienie Krzyża przypisywano papieżowi Euzebiuszowi, który miał tego dokonać w 309 r. Pamiątkę tego wydarzenia długo w liturgii łacińskiej świętowano w dniu 3 maja (a w Polsce 4 maja).

Dalsze losy Krzyża podaje przekaz o uprowadzeniu go przez Persów którzy ograbili Ziemię Świętą podczas najazdu w roku 614. Po zwycięstwie cesarza Herakliusza grabieżcy zwrócili świętość. Pobożne podanie głosi, że kiedy sam cesarz chciał na powrót wnieść Krzyż na swych ramionach na Golgotę, mógł to uczynić dopiero po zdjęciu swych królewskich szat, gdyż poprzednio czcigodna relikwia była dla niego zbyt ciężka. Wydaje się jednak, iż opisane uprowadzenie i odzyskanie dotyczyło nie tyle całego Krzyża, a jego znaczącej części, gdyż w IV w. dokonano podziału relikwii, aby rozesłać fragmenty św. drzewa do ważnych miejsc chrześcijańskiego kultu (tak podaje już św. Cyryl Jerozolimski, który zmarł w 387 r.).

RELIKWIE KRZYŻA ŚW.

Największą część drzewa Krzyża św. posiada obecnie kościół Św. Guduli w Brukseli. Bazylika św. Piotra w Rzymie przechowuje część relikwii noszonych na piersi przez cesarzy bizantyjskich podczas galowych uroczystości. Wedle wyników badań (XIX w.) cząstek relikwii ustalono, iż pochodzą one z drzewa sosnowego, a przypuszczalne rozmiary Krzyża to 4,80 metra wysokości i 2,30 do 2,60 metra szerokości. Największą część relikwii w Polsce posiadała bazylika dominikanów w Lublinie, aż do rabunku w 1991 r. Wydaje się, że obecnie największa część drzewa Krzyża znajduje się w posiadaniu kościoła św. Krzyża na Łysej Górze w górach Świętokrzyskich, które stąd właśnie biorą swoją nazwę.

Obok relikwii Krzyża znamy inne relikwie męki Pańskiej: korona cierniowa Jezusa spoczywa w katedrze Notre Dame w Paryżu, a wyrwane z niej pojedyncze kolce m.in. w rzymskim kościele św. Krzyża Jerozolimskiego, podobnie jak gwoździe i tablica z napisem po aramejsku, grecku i łacinie: „Jezus Nazarejczyk Król Żydowski (INRI)”. Współcześnie znane są 33 relikwie gwoździ, choć Jezus został przybity do krzyża tylko przy u życiu 4, ten „nadmiar” najprawdopodobniej wynika z często stosowanej praktyki uświęcania kolejnych przedmiotów przez dotknięcie z prawdziwymi relikwiami. Płótno grobowe, w które owinięte było ciało Jezusa to powszechnie znana relikwia – Całun z katedry turyńskiej, którego autentyczność nie jest pewna.

ZNAK KRZYŻA

Znak krzyża był obecny w chrześcijaństwie od śmierci Jezusa. Z powodu złej sławy krzyża, który był znakiem hańby i poniżenia, a także w obawie przed prześladowaniami, chrześcijanie nie używali go wiele. Powodem dla używania innych symboli była także ostrożność, aby świętych tajemnic wiary nie narazić na profanację ze strony pogan. Wśród symboli funkcjonujących niejako w zastępstwie krzyża były m.in.: kotwica, trójząb, ryba. Kotwica wyraża nadzieję na zbawienie. Wyraża mocne trwanie pierwszych chrześcijan w wierze, zakotwiczenie łodzi życia w porcie wieczności, ufność wśród burz prześladowań.

Częstym znakiem był także trójząb, używany w symbolice cmentarnej na znak zbawienia przyniesionego duszy przez Krzyż Chrystusa oraz wskazujący na Trójcę Św. Ważną rolę pełniła swastyka (crux gammata) złożona z 4 odwróconych greckich liter gamma. Krzyż gamma występujący w religiach pogańskich i wschodnich (buddyjski klucz do raju), nie był jedynie przejęciem obcych tradycji kultu ognia, słońca itp., ale świadomym użyciem litery, używanej od czasów apostolskich jako znak Krzyża Chrystusa i zbawienia.

Mimo tego, iż sam krzyż nie był używany publicznie, to zajmował ważne miejsce w codziennej pobożności uczniów Chrystusa. W roku 211 Tertulian pisze tak, jakby zwyczaj czynienia na sobie znaku krzyża był już głęboko zakorzeniony: „Przy każdym kroku lub ruszeniu się z miejsca, przy każdym przyjściu i odejściu, przy wciąganiu obuwia, przy myciu się, przy stole, przy zapalaniu świateł, przy układaniu na spoczynek, przy siadaniu i przy każdej czynności dnia codziennego znaczymy czoło znakiem krzyża”.

Jako przedmiot kultu i znak tożsamości dla chrześcijan krzyż rozpowszechnił się i nabrał znaczenia na początku IV w. Według przekazu, cesarz Konstantyn Wielki, przed bitwą z uzurpatorem Maksencjuszem, przy moście Milwijskim pod Rzymem, zobaczył na tle słońca znak krzyża i napis: „w tym znaku zwyciężysz”. Polecił więc umieścić symbole chrześcijańskie na sztandarach swych wojsk, a odniesione zwycięstwo przypisał chrześcijańskiemu Bogu. Edykt tolerancyjny z 313 r. był m.in. oznaką wdzięczności cesarza. Drugim czynnikiem było odnalezienia drzewa Krzyża św. w Jerozolimie.

Obok używania krzyża w architekturze sakralnej, popularne stały się niewielkie krzyże noszone przez wierzących na piersiach. Staje się znakiem rozpoznawczym i symbolem bardzo często używanym w liturgii i uświęca całe życie chrześcijańskie: zaczyna i kończy modlitwę, dzień i każdą ważniejszą czynność, uświęca przestrzeń i jest używany przy wszelkich błogosławieństwach.

Do VI w. na krzyżu nie umieszczano postaci Chrystusa. Także później nie ukazywano Jezusa umęczonego lecz chwalebnego: jako Króla z diademem zamiast cierniowej korony na głowie, albo jako Arcykapłana czy Dobrego Pasterza. Bogactwo pojmowania krzyża podkreśla różnorodność kultu.

W Kościele na Zachodzie od XII w. wyłonił się nurt dolorystyczny, skupiający się na cierpieniu i śmierci Syna Bożego, które było ceną zbawienia. Stąd liczne przedstawienia pasyjne umęczonego ciała Jezusa na krzyżu, nabożeństwa pokutne takie jak: Droga Krzyżowa, Gorzkie Żale wyrażające mękę Chrystusa. W tradycji wschodniej rzadko spotyka się figurę Chrystusa umieszczoną na krzyżu, a jeżeli już to ukazuje ona chwałę jego zmartwychwstania, tryumfującą postać Pantoktratora (Wszechwładcy), wywyższonego króla. Krzyż często ukazywany jest na sposób ikony, okna, otwieranego poprzez cierpienie, ku niebieskiej chwale; znak zmartwychwstania.
Do najczęściej używanych przedstawień krzyża należą: krzyż łaciński – belki złożone ze sobą w 2/3 wysokości belki pionowej; krzyż grecki – równoramienny, krzyż św. Andrzeja – w kształcie litery „X”; na takim poniósł śmierć apostoł; krzyż arcybiskupi – łaciński z dwiema poprzecznymi belkami; krzyż papieski – z trzema poprzecznymi belkami; krzyż jerozolimski – duży równoramienny z czterema mniejszymi, symbolizuje 5 ran Chrystusa; krzyż maltański – równoramienny z rozwidlonymi zakończeniami ramion, symbolizuje 8 błogosławieństw; krzyż w kształcie litery „T” (tau); krzyż prawosławny – z dodatkową małą ukośną belką, służącą skazańcowi za podporę nóg.

Znane są także różne tradycje czynienia gestu krzyża. Początkowo czyniono go prawą ręką rozpoczynając od czoła, dalej przez prawe ramię, potem lewe ramię, kończąc na piersiach. Ten znak był powszechny zarówno na Wschodzie jak i Zachodzie. Później rzymska tradycja wprowadziła używany do dziś w Kościele rzymsko-katolickim lewostronny znak krzyża. Teologiczne wytłumaczenia kolejności dotykania ramion wydają się wtórne. W znaku powszechnym dla tradycji wschodniej ruch ręki z góry do dołu oznacza zstąpienie Syna Bożego od Ojca w niebie na ziemię, natomiast ruch ręki od prawego ramienia do lewego wskazuje na to, że Chrystus przyszedł najpierw do narodu wybranego (prawa strona), a po odrzuceniu przez nich do pogan (lewa strona). Odwrotny kierunek czynienia krzyża obok odwołania do wcielenia (oś pionowa) wskazuje na przeprowadzenie ludzkości z ziemi ogarniętej grzechem (piekła) po lewej stronie do chwały niebieskiej po prawicy Bożej przez wniebowstąpienie Chrystusa.

Czasami palce dłoni czyniącej krzyż są wyprostowane na znak pięciu ran Zbawiciela (tradycja zachodnia). Mogą być też połączone ze sobą trzy palce na znak Trójcy św., a pozostałe dwa złożone na wnętrzu dłoni jako symbol dwóch natur Chrystusa (boskiej i ludzkiej) – sposób praktykowany przede wszystkim w tradycji wschodniej. Spotykane jest też czynienie krzyża z jednym wyprostowanym palcem na znak jedności Boga.

TEOLOGICZNE ZNACZENIE

Ojcowie Kościoła podkreślali, że krzyż jest symbolem, w którym streszczają się najistotniejsze prawdy wiary chrześcijańskiej: ukazuje głębszą rzeczywistość i uobecnienia zbawienia, które stał się narzędziem. Św. Ambroży wzywa: „adorujmy Chrystusa, naszego Króla, który zawisł na drzewie, a nie samo drzewo.” Krzyż jest nazywany drzewem życia, które przynosi wybawienie w odróżnieniu od drzewa rajskiego, które zapoczątkowało grzech. Św. Jan Damasceński pisze: „Krzyż Pana naszego Jezusa Chrystusa, a nie cokolwiek innego, zwyciężył śmierć, zgładził grzech praojca, pokonał piekło, darował nam zmartwychwstanie, udzielił siły do wzniesienia się ponad doczesność i ponad samą śmierć, zgotował powrót do dawnej szczęśliwości, otworzył bramy raju, umieścił naturę naszą po prawicy Boga, uczynił nas Jego dziećmi i dziedzicami”.

Ojcowie Kościoła mówili o kosmicznym znaczeniu krzyża, którego ramiona obejmują wszystkie czasy i narody, a pionowa belka łączy niebo i ziemię. Krzyż jest osią Wszechświata: „Krzyż stoi, podczas gdy świat się obraca” – głosi starołacińska sentencja.

Całe życie chrześcijańskie powinno być wpisane w krzyż, powinno być umieraniem dla grzechu, aby żyć tylko dla Boga. Św. Paweł pisze: „świat ma być ukrzyżowany dla mnie, a ja dla świata” (Ga 6, 14), a sam Chrystus wzywa: „kto chce pójść za Mną, niech zaprze się samego siebie, niech weźmie swój krzyż i naśladuje Mnie” (Mt 16,24). Krzyż przypomina, że śmierć i cierpienie nie są ostatecznym wymiarem ludzkiego życia, gdyż drugą stroną jest chwała zmartwychwstania, tryumfu nad złem, nowym życiem.

Współczesny niemiecki teolog i wybitny duszpasterz, Romano Guardini, napisał: „Czyniąc znak krzyża, czyń go starannie. Nie taki zniekształcony, pośpieszny, który nie wiadomo, co oznacza. Czyń powoli duży, staranny znak krzyża: od czoła od piersi, od jednego ramienia do drugiego, czując, jak on cię całego ogarnia. Staraj się skupić wszystkie swoje myśli i zawrzyj całą siłę swojego uczucia w tym geście kreślenia krzyża”.

Znalezione w internecie: Marcin Lisak OP

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>