Skrucha

o Adam Szustak mówi kapitalnie o Bożym przebaczeniu


Eucharystia siłą przebicia

 copy-krzy_KH.jpg

Eucharystia daje człowiekowi perspektywę życia. Bowiem nie można żyć bez perspektywy, nie można żyć bez nadziei na przyszłość. Eucharystia pokazuje, jest jak lampa, która rozświetla moją przyszłość: co mnie może czekać. A równocześnie daje mi siłę do wytrwałego czekania, czy to na zmianę mojego życia, czy na zmianę życia tych, z którymi żyję, którzy są dla mnie, mogą być dla mnie wielką udręką.. Równocześnie dając perspektywę życia, Eucharystia daje mi „siłę przebicia”, żeby się przedwcześnie nie wycofał z życia, nie uciekł od tego, co wydaje mi się teraz za trudne, żebym się nie załamał.

Źródłem tej siły przebicia dla mnie, jako tego, który wierzy w Boga jest Komunia święta, jest przyjmowanie Jego Ciała i Krwi. Jest ona bowiem źródłem siły dla tego, kto ją przyjmuje i wierzy. Chrystus dzieli się Sobą właśnie w niej, aby człowiek nie zagubił ludzkiego wymiaru swego życia. Eucharystia daje człowiekowi sens życia jeśli on wierzy w Boga. To owocowanie Komunii świętej w naszym życiu, jest spowodowane naszą wiarą, stopniem naszej wiary. Chrystus dzieli się sobą właśnie w niej, by człowiek nie zagubił tego, co w nim jest ludzkie: odpowiedzialność, życzliwość, dobroć, otwartość.

Jezus daje mi poparcie, pochylając się nade mną, dając mi poparcie, przez odczucie swojej bliskości. Przyjmując Ciało i Krew Jezusa Chrystusa, ja mogę odczuwać wewnętrznie bliskość przechodzącego przez moje serce Boga. On mnie dotyka, On mnie uzdrawia. On daje mi odczuć swoje ciepło, swoją czułość, abym się nie zniechęcił, abym się nie załamał, abym nie upadł na duchu. I to właśnie jest Komunia święta, która człowieka czyni mocnym duchowo; a jeśli mocnym duchowo, to także mocnym fizycznie. Właśnie w Komunii świętej możemy doświadczyć czułej bliskości Boga, która zaspokaja wszelkie potrzeby i wszelkie pragnienia., które są moimi głodami.

Tyle głodów w odniesieniu do życia, świata, do najbliższych. I te głody przez najbliższych nie są spełniane, te marzenia które mamy, żeby coś osiągnąć, zdobyć, posiadać, żeby być kochanym przez osobę, którą kocham. Żeby mi się pewne marzenia mogły jakoś zrealizować. Ja wszelkie te marzenia i pragnienia, ich realizację – odnajduję w przyjmowaniu Ciała i Krwi Jezusa Chrystusa. I z takiej bliskości Pana Boga w Komunii, rodzi się we mnie - troska o drugiego człowieka. Bóg przychodząc, mówi mi o swojej trosce o mnie, o moje życie, o moją przyszłość, moją przeszłość. Komunia święta w taki sposób emanuje na mnie, emanuje we mnie, że ja odczuwam w sobie potrzebę troski o człowieka, o najbliższych, o rodzinę: o męża, o żonę, o dzieci, o naród. „Jak Bóg zatroszczył się o mnie, tak i ja zatroszczę się o ciebie”. Dlaczego? Bo On daje siebie.

Eucharystia uczy oddania się. Nie czekając i nie wyglądając przede wszystkim na wzajemność: „Co będę z tego miał?” Bóg dając siebie, pragnie mojej miłości. Ale nawet jeżeli jej nie otrzymuje, to nie żałuje tego, że oddał za mnie życie swoje. I to Boże dawanie się, o szczyt tego, co Bóg może dać człowiekowi, to szczyt obdarowania. Równocześnie jest to obdarowanie zobowiązujące. Warto pamiętać, że dary, które zobowiązują, są niebezpieczne. Bardzo niebezpieczny jest sposób kupowania sobie człowieka darami. Chrystus tego nie czyni. Ten dar, który daje Chrystus, a którym jest Jego Ciało i Krew, buduje mnie, buduje moje człowieczeństwo. Żebym ja był bardziej ludzki. Bo kiedy jestem bardziej ludzki, jestem w większym stopniu dzieckiem Boga. Dzieckiem Bożym jest ten, który przyjmuje Ciało i Krew Chrystusa. Ja staję się Dzieckiem, przez przyjmowanie Komunii świętej. Komunia jest miejscem mojego rodzenia się dla nieba. I właśnie Jezus Chrystus, przez Komunię świętą, pokazuje mi moją wartość: to, że mnie wybrał. Ona odsłania to, co jest we mnie prawdziwe, dobre, szlachetne, co jest we mnie godne uwagi. Przyjmując Komunię świętą, przeglądam na oczy. Widzę to, czego dotychczas nie widziałem. Bo Bóg daje mi nowe oczy, nowe myślenie, daje mi nową wrażliwość, daje mi te pragnienia, które dotyczą życia wiecznego. Przez przyjmowanie Ciała i Krwi Chrystusa, rodzą się we mnie marzenia, pragnienia i tęsknota za tym, co ludzkim wzrokiem objąć i poznać nie mogę. W ten sposób zyskuję „siłę przebicia” w społeczności, w której żyję. Jezus przez Eucharystię pokazuje człowiekowi jego wartość, jego wybraństwo, jego godność. Eucharystia odsłania w człowieku to, co jest w nim prawdziwe, dobre i piękne.

Człowiek jest mocny, gdy ma świadomość, że jest kochany. Pan Bóg nie czeka na to, aż będę człowiekiem wyjątkowym, aż moje życie będzie poukładane. Nie czeka na to, aż pewne sprawy, które są może niepokojące, pragnienia, zamiary, czyny, znikną z mojego życia, ale daje mi siebie w tym czasie, w jakim stanie ducha się znajduję. Ja jestem taki kochany przez Boga. Jestem kochany, jako osoba grzeszna, jako osoba, która ma wiele braków, jako osoba bardzo słaba. Jestem kochany, jako słaby i grzeszny, który ma jednak w sobie pragnienie, żeby żyć godnie. I właśnie Eucharystia umożliwia mi życie godne na płaszczyźnie duchowej, moralnej, na płaszczyźnie relacji z drugimi, gdzie ja posługuję się zasadami „nowego człowieka”, który jest z Boga. Staję się zatem „nowym człowiekiem”, człowiekiem Boga, przez Ciało i Krew Pańską.

Ja staję się uczniem. Przyjmując Komunię świętą, jest we mnie większa wrażliwość na słuchanie Boga w sercu. Jest większa potrzeba czytania, rozważania słowa Bożego. Jest większa potrzeba medytacji i kontemplacji. Jezus kocha mnie. To sobie dzisiaj uświadamiam. Kocha mnie i wydaje samego siebie za mnie. Traci dla mnie swoje życie. Ja przyjmuję w Komunii świętej to życie, które stracił ze względu na mnie. On poświęcił swoje Ciało i swoją Krew - dla mnie, by życie moje nabrało znaczenia, by mogło mieć sens, który nie ogranicza się tylko do teraźniejszości.

Kiedy przyjmuję Komunię świętą, to wiem, że moje spełnienie jest sprawą przyszłości, jest sprawą nieba. I przyjmowanie Komunii świętej sprawia we mnie tęsknotę za niebem. Pragnienie dobrego życia, pragnienie dobrej śmierci. Człowiek w swoim życiu zyskuje „siłę przebicia”, gdy jest w nim silna wiadomość: „Jezus mnie kocha”, bez względu na to, jak dotychczas wyglądało moje życie. Jeśli mnie ktoś kocha jestem silny, chcę żyć, mam nadzieję. Chcę żyć z tym i dla tego, kto mnie tak pokochał. Bez warunków wstępnych. Miłością bezinteresowną. Ja chcę być blisko Niego. Chcę miłować to, co On miłuje; przebywać tam, gdzie On chce, abym przebywał; słuchał Tego, którego On słucha – Ojca. Chcę, aby dla mnie ważne w życiu było to, co jest ważne dla Jezusa Chrystusa. Taka jest siła owocowania Mszy świętej. Tak jest siła owocowania Komunii świętej. Do tego właśnie, to spożywanie Ciała i Krwi Pańskiej mnie prowadzi.

„To jest Ciało moje, za was wydane. Czyńcie to na moją pamiątkę”. Jezus Chrystus ma swój czas, w który Lud swój wyzwala, przez swoje Ciało i Krew. Teraz jest czas Nowego Przymierza. Godzina przyjścia Chrystusa już nadeszła. Ona trwa. Apostoł pisze: „Ile razy spożywacie ten chleb, albo pijecie kielich, śmierć Pana głosicie, aż przyjdzie”. Miłość Pana trwa. Ona się nie kończy. W każdej godzinie ponawia się i urzeczywistnia na nowo Jego przyjście z tego świata do Ojca. Urzeczywistnia się zarazem nasze przejście w Nim, z Nim i przez Niego.

Przez Eucharystię przechodzimy z tego świata do Ojca. To Jezus przeprowadza nas, a właściwie przenosi do Ojca, gdyż o własnych siłach dojść nie możemy. Potrzeba jednak, aby człowiek był czysty. Musi być czysty tą czystością, którą daje mu Chrystus. „Jeśli cię nie umyję, nie będziesz miał udziału ze Mną”.

Trzeba wyznać swoją niegodność i przyjąć oczyszczenie od Chrystusa, aby mieć udział w Jego przejściu z tego świata do Ojca. W ten sposób, przez Eucharystię i nieustanne przechodzenie – można przemieniać świat i oddawać go Ojcu.

Przebaczenie – to nie bułka z masłem



Trudna sztuka przebaczania

Jarosław Hebel

 przebaczenieW Ewangelii znajdujemy niezwykle ciekawe pytanie na temat przebaczenia, które zostało skierowane do Jezusa: Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż iedem razy? Jezus mu odrzekł: Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy  (Mt 18,21-22). Wiemy, że siedemdziesiąt siedem w rozumieniu Jezusa to nie jest konkretna liczba dokonania czegoś, ale jest to określenie nieskończoności. A zatem nie mamy liczyć ilości przebaczeń, naszą powinnością jest przebaczać zawsze. Wiemy jednak, że w codziennym życiu sprawa przebaczenia nie jest rzeczą prostą.

Bardzo często przebaczenie błędnie utożsamia się z zapomnieniem. Od razu zatem musimy sobie wyjaśnić różnicę. Przebaczyć to nie znaczy zapomnieć i o ile przebaczenie jest możliwe zawsze, o tyle zapomnienie jest niemożliwe. Nie da się zapomnieć wyrządzonej krzywdy. To jest bardzo ważne, żeby zrozumieć istotę przebaczenia. Jeżeli ktoś uczynił zło w stosunku do mnie, skrzywdził mnie, co to znaczy, że mu przebaczam? To znaczy, że go nie odrzucam, przyjmuję go na nowo, odkreślam grubą linią to, co było złe, ale pamiętam zło, które mi uczynił, nieprawość, która była wymierzona we mnie.

Czym jest zatem przebaczenie? Przebaczenie to chęć dawania szansy drugiemu człowiekowi i dokonuje się ono zawsze w imię miłości. Można powiedzieć, że tam, gdzie ogromna doza przebaczenia, tam i duża miłość. Tam natomiast, gdzie tego przebaczenia nie ma, tam nie ma miłości. Przebaczenie niesie w sobie również wyrozumiałość i dobrą wolę. Jeśli kocham drugiego człowieka, który zrobił mi coś złego i chcę mu wybaczyć, muszę mieć dobrą wolę w stosunku do niego, muszę mieć przekonanie, pewność, że on tego nie chciał, że to był jego jakiś nieprzemyślany gest, słowo czy czyn, który już się nie powtórzy.

Duch przebaczenia w rodzinie, we wspólnocie jest sprawą absolutnie konieczną. Każdy z nas jest inny. Tworząc wspólnotę małżeńską mamy różne osobowości, charaktery, temperamenty. Przebaczenie jest konieczne, gdyż zawsze na jakimś etapie małżeństwa będziemy się spierać, różnić, nie będziemy się ze sobą zgadzać. Niestety, przy wymianie zdań, podczas ożywionej dyskusji padają słowa, które ranią. Zranienie zawsze będzie wiązało się z problemem przebaczenia. Doskonale opisuje to O. Józef Augustyn, krakowski jezuita, w książce pt. Ból krzywdy, radość przebaczenia. Autor ukazuje jak bardzo boli wyrządzona krzywda i jaką radość, wewnętrzne oczyszczenie, swoiste katharsis przeżywa człowiek, który potrafi i chce przebaczyć.

Przebaczenie wiąże się z wielką radością wewnętrzną. Kiedy przychodzi jakaś tragedia zranienia współmałżonka i nie radzi on sobie z tym, bo czuje się skrzywdzony, męczy się z tym problemem, gdy ponadto druga strona też przeżywa udrękę, bo przyszła refleksja, to przebaczenie daje małżonkom wewnętrzną radość, przywraca ich sobie, jakby się na nowo narodzili. Wybaczenie jest bardzo ważne również w wychowaniu dzieci. Jeżeli dziecko widzi, że w rodzinie, panuje duch przebaczenia, nie boi się ono również swobodnie rozwijać, bo wie, że błędy, które popełni, będą zauważone, określone, ocenione, ale również wybaczone. To daje dziecku wewnętrzną wolność. Ważne jest, że uczy się dziecka odpowiedzialności i pokazuje mu się przebaczenie.

Przebaczenia uczymy się przez całe życie, bo tak naprawdę nigdy nie wiemy, z której strony i co nas zaskoczy, dlatego musi w nas być cały czas swoiste „pogotowie przebaczenia”. Przebaczenie jest jednak oparte na naszej dobrej woli. Musimy mieć w sobie wolę przebaczenia. Zadajmy sobie pytania: Czy mam w sobie ducha przebaczenia, czy cokolwiek się stanie nie odwrócimy się od drugiej osoby, czy jesteśmy gotowi w każdej sytuacji powiedzieć „kocham cię”?

Co jednak zrobić, kiedy stajemy w perspektywie tego, że ktoś przebaczył, ale nie zapomniał jakiegoś naszego błędu, naszej winy? Odpowiedź – trochę z pogranicza psychologii osobowości – brzmi: należy starać się nadrobić ten błąd przez dobroć, serdeczność, otwarcie. Musimy pamiętać o tym, że ta osoba z miłości do nas okazała nam wielkoduszność. Nie chodzi o odpłacanie komuś, ale pokazanie, że tę osobę naprawdę się kocha. Zawsze dajmy sobie szansę, ponieważ bez tego daleko nie zajdziemy. Niech nam przyświeca myśl zaczerpnięta z ewangelii: Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień (J 8,7). Tak się często zdarza, że lubimy „nastawać” na kogoś, szczególnie wtedy, kiedy sami z jakimś problemem sobie nie radzimy. W psychologii jest to określone mianem przeniesienia, błędu projekcji – nie radzę sobie z czymś i projektuję to na kogoś, nie jestem wymagającym wobec siebie, to wymagam od innych. Warto taką postawę w sobie zweryfikować.        Wymagajmy zatem przede wszystkim od siebie. Miejmy w sobie dużą dozę przebaczenia, bądźmy otwarci na drugiego człowieka i zawsze dawajmy sobie szansę, bo na tym przede wszystkim polega miłość. Miłość sprawdza się wtedy, gdy musimy pokonywać trudności. Jeśli w życiu małżeńskim, rodzinnym zaczynają się trudności, wówczas ta miłość jest weryfikowana. Podobnie jest na przykład z naszą miłością do rodziców. Nasza miłość sprawdza się tak naprawdę wtedy, kiedy oni nas potrzebują, kiedy sami już są niedołężni i liczą na naszą pomoc.

Duch przebaczenia w rodzinie jest weryfikatorem naszej miłości, tego jak realizujemy nasze powołanie do bycia dobrym mężem i ojcem, dobrą żoną i matką, do bycia dobrą rodziną. A jeżeli czujemy w sobie słabość ducha przebaczenia, prośmy, aby Pan Bóg wzmagał w nas to poczucie i pragnienie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>