Niebezpieczeństwo

Były Świadek Jehowy o ataku nożownika w Poznaniu: Nie wierzę, że to był przypadkowy sprawca. To były Świadek

[url=http://shutr.bz/1dN8oYk]Były Świadek[/url] Jehowy opowiedział w naTemat o kulisach swojego odejścia. (Zdjęcie nie przedstawia bohatera artykułu).
Były Świadek Jehowy opowiedział w naTemat o kulisach swojego odejścia. (Zdjęcie nie przedstawia bohatera artykułu). • Shutterstock.com

Po ataku nożownika, który wtargnął na zgromadzenie Świadków Jehowy i poważnie ranił jego uczestniczkę, powróciła dyskusja o zakazie transfuzji krwi wśród członków tej społeczności. Pan Andrzej, który przez kilkadziesiąt lat był aktywnym i wysoko postawionym Świadkiem zgodził się porozmawiać o tym, co skłoniło go do opuszczenia tego środowiska. I choć z szacunku dla byłych przyjaciół, nie chce nazywać ŚJ sektą, zdradza prawdziwe oblicze organizacji, z którą nie chce mieć już nic wspólnego.

ŚWIADKOWIE JEHOWY
Źródło: Wikipedia

Restoracjonistyczny związek wyznaniowy głoszący, że jedynym Bogiem jest Jehowa (Jahwe) i o zbliżającym się objęciu władzy nad światem przez Królestwo Boże. Świadkowie Jehowy są zaliczani do tzw. nurtu badackiego, należącego do wyznań millenarystycznych. Ruch został zapoczątkowany przez Charlesa T. Russella w 1870 w Pensylwanii (USA). Obecnie liczy ok. 8 milionów aktywnych głosicieli na całym świecie (dane z roku 2013). 

W jaki sposób został pan świadkiem Jehowy?

Andrzej: Nie miałem żadnego wyboru, to nie mogła być osobista decyzja. Urodziłem się w rodzinie Świadków Jehowy (ŚJ).

A kiedy pan się urodził?

Kilkadziesiąt lat temu. Nie powiem więcej, bo chcę chronić swoją prywatność.

Jak pan wspomina ten czas w swoim życiu?

Od dzieciństwa byłem wychowywany w tym duchu, więc to wszystko mnie fascynowało. Bardzo podobało mi się, że od razu trafiło mi się być na właściwej drodze. Nie musiałem poszukiwać tylko przedstawiono mi to jako najlepszą drogę na życie. To mi się podobało. Widząc radość tych osób, które były już ŚJ, ich pewność tego, do czego zmierzają mi imponowała. Wielu z nich robi to z pełnym oddaniem, szczerze i gorąco w to wierzą.

A kiedy stwierdził pan, że to nie jest najlepsza droga z możliwych?

To był długi proces. Jak ktoś twierdzi, że można wyjść z tego na przestrzeni kilku lat to nie mówi prawdy. Gdyby pan został ŚJ, miałby pan porównanie, czym różni się jedno od drugiego. Ja tego nie miałem więc byłem częścią świata, nie znając alternatywy. Wychodzenie z tego świata i ujrzenia, że to jest nie takie jak być powinno, trwało około dwudziestu lat.

Ale pewnie w czasie tych dwudziestu lat były szczególnie ważne momenty, które postawiły duży znak zapytania i które się skumulowały w postaci opuszczenia tego środowiska przez pana.

Jednym z takich czynników była duża płynność elementów światopoglądu ŚJ. Widziałem, że on ewoluuje, że wciąż się zmienia, z nawrotami. Ale to, że gdyby się zmieniał na plus, to nie byłoby w tym nic złego. Ale bywało z tym różnie. Twierdzili, że Bóg kieruje tą organizacją, więc zacząłem sobie zadawać pytanie, dlaczego Bóg chce, aby ludzie byli zdezorientowani?

A kiedy pan się tak czuł?

Gdy wyznaczyli datę tzw. końca świata na rok 1975. Przeprowadzono potężną kampanię propagandową, która odbiła się bardzo dużym echem. Oni jednak nie nazywali tego końcem świata, bo ten miał dalej istnieć. To miał być koniec ludzi złych, czyli tych, którzy nie są świadkami. Okazało się, że te przepowiednie się oczywiście nie spełniły.

I Świadkowie zaczęli zadawać pytania.

Tak. Zaczęli pytać, czy wieść o końcu świata była podana od Boga, czy może ludzie sobie to wymyślili. Ale jakoś sobie to wtedy wytłumaczyłem. Ale to był moment, nad którym po latach zacząłem się zastanawiać, a takich zdarzeń było więcej. 1975 nie spełnił oczekiwań wiernych, więc następowały kolejne zapowiedzi, które miały utrzymać ich w organizacji. Tym motywem były właśnie kolejne zapowiedzi, że już za chwilę wszystko się skończy i na ziemi zostaną tylko Świadkowie Jehowy.

Nazwałby pan to działanie manipulacją?

To nigdy nie było tak nazywane, nawet z zewnątrz. Ja bym powiedział, że to pozwalało podtrzymać aktywność świadków w głoszeniu słowa. Jak zbliża się zagrożenie, to z miłości do innych trzeba powiadamiać o zbliżającym się armagedonie. Ja nie chcę przedstawiać ich jako złych ludzi. Pojedynczego ŚJ można zrozumieć. Jak mówi im się o zagrożeniu, to mają satysfakcję, bo wyciągają rękę do tych, którzy mają zginąć.

Ja też tak to rozumiem, że poszczególni członkowie ŚJ są dobrzy. Pytanie tylko o to, jaki wpływ na ich życie ma organizacja.

Na moje życie miała duży wpływ i dlatego zacząłem zadawać pytania o 1975 rok oraz o inne absurdy, których było zdecydowanie więcej. Wtedy potraktowano mnie jak odstępcę i że trzeba mnie wywalić z tej organizacji. Konsekwencja była tak, że nikt nie mógł ze mną rozmawiać, powiedzieć mi dzień dobry itd. Wszystko, co budowałem przez całe życie, legło w gruzach wraz z decyzją Komitetu Sądowniczego. Ten ostracyzm i izolowanie się od ludzi, którzy byli ŚJ i nie traktowanie ich jak ludzi, jest tragedią.

Jak pan sobie z tym poradził?

Trudno jest mi odpowiedzieć na to pytanie. Paradoksalnie, po latach pomogło mi to, że potraktowano mnie jak rzecz. Wykluczonemu wolno chodzić na spotkania do zboru, ale odbywa się to w chłodnej, a wręcz wrogiej atmosferze. Nikt się nie odezwie, nikt się nie uśmiechnie. Wszyscy traktują cię jak powietrze.

Ja w tej chwili nie mam z nimi żadnego kontaktu, ale studiuję wciąż ich literaturę, aby wiedzieć co aktualnie piszą. Chcę być na bieżąco. Ale stosunek do wykluczonych jest nieludzki. Powinno być tak, że jak ktoś nie chce rozmawiać o kwestiach religijnych, to ma się do tego prawo. Taki człowiek powinien mieć kontakt ze społecznością w czysto ludzkich sprawach.

Z tego co wiem, sprawcą tej napaści w Poznaniu był właśnie wykluczony ze ŚJ. Takie informacje pojawiają się w internecie (policja tego nie potwierdziła, ale i nie zaprzeczyła – red.). Jeśli jest prawdą, że on jest byłym ŚJ i jest wykluczony, to jest zmowa milczenia na ten temat. Trzeba powiedzieć, ze to było zebranie, na które nie zaprasza się wszystkich. Zebranie wewnętrzne dla ŚJ. Dlaczego więc on tam był? Dlaczego ten 27-latek to zrobił? Jakie były motywy? Nie ma na ten temat informacji. ŚJ będą o tym oczywiście milczeć. Nie wiadomo dlaczego ta dziewczyna? Może został przez nią wykluczony i miał żal?

To mogło go pchnąć do tak desperackiego kroku?

Jeśli ktoś nie przeżyje wykluczenia, to nie zdaje sobie sprawy, co to oznacza. Ci sami ludzie, którzy byli przyjaciółmi, stają się wrogami. Dopiero później człowiek uświadamia sobie, co zaczyna się o nim mówić. To są rzeczy niesłychane, nieprawdopodobne. To są nieprawdziwe, najgorsze rzeczy. Jeśli ten chłopak przeżył coś takiego, to wie pan… Ludzie robią różne rzeczy. Nie wolno było mu tego zrobić, ale rozumiem że mógł być motyw, o którym my dziś nie wiemy. Nie uwierzę, że to był człowiek z ulicy który wpadł na zgromadzenie, bo chciał zrobić komuś krzywdę. To może mówić ktoś, kto nie ma pojęcia jak to funkcjonuje. Pewnie nie poznamy prawdy na ten temat.

Jakie metody stosuje się, aby zatrzymać wśród ŚJ?

Generalnie nie ma czegoś takiego, jak próby zatrzymania niedopuszczalnymi metodami. Raczej używa się metody, że jak będziesz tak robił i źle mówił o organizacji, to zostaniesz wykluczony. Ja zostałem wykluczony zaocznie, bo powiedziałem, że już nie chcę się dłużej z nimi spotykać. Oznajmiłem, że nie ma o czym rozmawiać.

Za co pana wykluczono?

Oznajmiłem, że będę utrzymywał kontakt z wykluczonymi. Im się to nie spodobało. Nie jestem Świadkiem od kilku lat.

A czy nie przeszkadzała panu sprawa, która była przyczynkiem do naszej rozmowy, czyli brak zgody ŚJ na transfuzję krwi?

Tej sprawy nikt nie przedstawia obiektywnie. Ani Świadkowie Jehowy, ani środki masowego przekazu. Nie jest tak, że transfuzja jest cudownym sposobem na rozwiązaniem wszystkich problemów. Ale nie jest też tak, że Biblia zabrania transfuzji. Powinno być tak, że każdy sam decyduje i w razie czego sam będzie odpowiadał przed Bogiem, a tego nie ma. Nie jest też tak, że jak ktoś przyjmie krew to na pewno przeżyje, a jak nie przyjmie to umrze. Jeśli ktoś nie chce przyjąć krwi, to trzeba to uszanować, nawet jeśli jest to wbrew woli lekarza. Każdy ma prawo decydować, co dzieje się z jego ciałem, choć jest to bardzo dyskusyjna sprawa.

Spotkałem się również z opinią, że organizacja Świadków Jehowy to jeden wielki biznes. Coś w tym jest, czy to przesadzona opinia krytyków ŚJ?

Mam nagranie wizyty Nadzorcy Strefy, czyli osoby z ramienia ŚJ, która nadzoruje ich działalność w kilku krajach. Swego czasu taki nadzorca powiedział polskim Świadkom, że należy sprzedać istniejące Sale Królestwa, czyli miejsca, w których się zbierają i wybudować nowe. Ale pojawia się problem. Istnieje pewien fundusz na budowę sal królestwa. A ten fundusz jest tworzony z dobrowolnych datków poszczególnych wiernych. Z tego funduszu, na który składają się poszczególni wierni są udzielane pożyczki na budowę Sal Królestwa. Później zaś Zbór ma spłacić tę pożyczkę.

Na nagraniu, które posiadam, Nadzorca Strefy mówi, że członkowie ŚJ za wolno spłacają swój dług i że zadłużenie wynosi 50 milionów i że trzeba przyspieszyć. Co ciekawe, wybudowane Sale Królestwa nie są własnością lokalnych społeczności, które oddają za nie pieniądze, tylko własnością centrali w Nowym Jorku. Jest to biznes, czy nie?

Wydaje się, że jest. Aby uzbierać na to pieniądze sprzedaje się te słynne i znane wszystkim publikacje?

Nie, to jest drobiazg. Nie koncentrowałbym się na sprzedaży książeczek, bo nie w tym rzecz. Nie sprzedają. Zdarza się, że niektórzy pobierają od chętnych datki mówiąc, że to kosztuje. Ale jak zainwestuje się nie tylko w Sale Królestwa, ale i obiekty dużo większe, jak np. przy ulicy Szwedzkiej w Warszawie, a później w Ursusie. To bardzo duża sala zgromadzeń dla kilkuset osób. Te obiekty często są budowane przez ochotników, wolontariuszy, co jest elementem tej religii. Nie ma żadnych inwestycji ze strony inwestora. A jak się go później sprzeda, to jest to biznes.

To brzmi tak, jakby wśród społeczności ŚJ istniała „grupa trzymająca władzę”, która czerpie korzyści kosztem wiernych.

No i właśnie to jest pytanie, na które poszczególny Świadek Jehowy w ogóle nie odpowiada i się nawet nie zastanawia, bo przecież trzeba wspierać „Dzieło Boże”. Myślę, że jest taka grupa, ale to już jest temat na inną okazję… Poszczególny ŚJ i tak nie wie, czemu to wszystko służy i o co w tym wszystkim chodzi. Czy to rzeczywiście chodzi o „Dzieło Boże”, czy po prostu sposób na życie pewnej grupy ludzi, którzy do tego dorobili ideologię.

A czy pan zna odpowiedź na to pytanie?

Mam przesłanki które skłaniają mnie do pewnych refleksji na ten temat. Wiele wskazuje na to, że istnieje taka grupa. W pewnym momencie przyszło mi do głowy, że ludzie, którzy „trzymają władzę” wśród ŚJ, mogą nawet nie wierzyć w Boga. Jest naprawdę wiele bólu, rozczarowań, przypadków ciężkiej depresji i chorób psychicznych, jednostek, które bardzo cierpiały przez tę władzę.

Czy wyobraża pan sobie, jak do jakich dramatów doprowadziło choćby ogłoszenie końca świata w 1975 roku? Rodzinnych i osobistych? Ludzie nie widzieli sensu w dalszym życiu i przestali cokolwiek robić. Domy się waliły na głowę, bo po co remontować? Później się okazało, że życie toczy się dalej, trzeba z czegoś żyć i je układać, a do tego jakoś zarabiać. A tu się tego nie zrobiło, bo nie trzeba było się uczyć, bo po co, skoro za chwilę będzie koniec? Sam jestem tego ofiarą, bo mogłem więcej w życiu zrobić, a nie zrobiłem.

To religia czy sekta?

Wolałbym pozostawić to pytanie bez odpowiedzi. Niech każdy odpowie sobie sam. Dla mnie to mieszanka wszystkiego razem. Z szacunku dla oddanych ludzi, którzy twierdzą, że uczestniczą w „Dziele Bożym”, unikam słowa sekta, bo to ich boli. A żeby im pomóc, wolę im współczuć i starać się zrozumieć że chcą dobrze, ale ktoś to wykorzystuje…

Pan Andrzej prowadzi bloga: jedrusiowy53.blog.onet.pl

Dlaczego nie lubimy Świadków Jehowy? Lęk przed kimś, kto chce coś sprzedać

BARTŁOMIEJ KAŁUCKI
dawno temu
Chrzest Świadków Jehowy
Chrzest Świadków Jehowy • Piotr Skórnicki / AF

To nie judaizm mimo zawiłej historii, nie islam, buddyzm, czy hinduizm, a niewielka na tym tle grupa Świadków Jehowy wzbudza największą niechęć, jednocześnie pogardę, a czasami nawet strach. Pytanie, dlaczego?

Skoro, jeśli chodzi o kwestie czysto teologiczne, to różnią się od katolików głównie w kwestii interpretacji Pisma Świętego i tym czy przy formułowaniu zasad wiary należy li tylko brać pod uwagę literalne zapisy Biblii, czy też uwzględniać tradycję.

Różnice interpretacyjne
Świadkowie Jehowy między innymi nie wywyższają tak bardzo roli Maryi. Dla nich pozostaje ona „matką Jezusa”, nie wieżą w Trójcę Świętą oraz w nieśmiertelność duszy. Nie uprawiają też kultu świętych, a także uważają, że sam Jezus nie był powieszony na krzyżu, tylko na palu. Uważają, też, że koniec świata jest bardzo nam bliski, bo w ich opinii winien nastąpić co najmniej przed śmiercią jakiejkolwiek osoby, która żyje i żyła w czasie pierwszej wojny światowej. Wydawać by się mogło, że niechęć do tejże grupy mogłaby być wywołana „umniejszaniem” roli Maryi jedynie do roli matki, a nie świętej i niepokalanej królowej nieba i ziemi. Tyle, że podobne tezy odnośnie Jej pozycji są głoszone również przez inne religie chrześcijańskie, do których Polacy nie pałają aż taką odrazą.

Świadek, czyli akwizytor
Prawdziwą przyczyną niechęci do Świadków Jehowy, podobnie jak niechęci do sprzedawców, telemarketerów, akwizytorów jest naturalny lęk przed kimś, kto chce nam coś „sprzedać”. W tym przypadku Świadkowie chcą sprzedać swoją wizję świata i samej religii. To, ze wyłącznie oni są grupą wybranych, prawdziwych chrześcijan na wzór tych z początku początku wieków. Świadek – akwizytor działa jak płachta na byka, można nim pogardzać jak każdym innym sprzedawcą. Bo czym różni się od domokrążcy chcącego nam sprzedać zestaw perfum, czy od telemarketera przedstawiającego nowoczesny program emerytalny. Dla większości chce on nam sprzedać swoją wiarę w sposób godny najgorszego akwizytora. Węszymy w tym podstęp, gdy ktoś, bynajmniej nie od wczoraj próbuje nam zakomunikować to samo, coraz bardziej wyrafinowanymi metodami.

Sądzimy, że musi mieć w tym jakiś interes, a skoro mu nie idzie, bo jak może iść, skoro po raz kolejny puka do mych drzwi, to chwyta się ostatnich możliwości „wciśnięcia religijnego kitu”.

Lęk przed konfrontacją
Z drugiej strony przerażać może też lęk przed konfrontacją z osobą Świadka Jehowy. Konfrontacji w zakresie samej wiedzy biblijnej, która nie stoi przecież na wysokim poziomie zarówno wśród zagorzałych katolików, jak i katolików „od święta do święta”. Kompleks Polaka – katolika przed kimś, kto po prostu wie więcej w tak ważnej sferze może doprowadzić do niechęci, lęku i wstydu przed obnażeniem swojego ignoranctwa. Bo w opinii wielu zagorzałych katolików, wiedza teologiczna, próba interpretacji Biblii winna zostać zarezerwowana dla zawodowych teologów.

Door to door
Ktoś może jednak powiedzieć – chwila moment, przecież religijną akwizycją parają się także np. mormoni, coraz częściej również na ulicach polskich miast. Młodzi Amerykanie, bo tylko oni mogą to czynić, zaczepiają głównie na deptakach przechodniów, pytają o stosunek do wiary, opowiadają krótko o historii swojej religii, po czym zapraszają na spotkanie. Jednakże mormoni nie naruszają domicylu przeciętnego Kowalskiego, nie łamią świętej zasady pt.: „wolność Tomku w swoim domku”. Co innego luźna rozmowa na ulicy, bądź szybka odmowa – w stylu nie dziękuję, lub przejście obok bez słowa. Co innego, gdy to samo dzieje się w zaciszu domowym, które ma być ostoją spokoju. A właśnie tam „atakują” nas Świadkowie, którzy w przeciwieństwie do mormonów liczą na jakość, nie ilość. Bo przecież oczywiste jest, że na ulicy można przyciągnąć większą liczbę osób, choćby na krótką pogawędkę. Metoda door to door pozwala jednak na spotkanie tej jednej osoby w ciągu dnia, która może skusi się na dłuższą rozmowę.

„Byłem numerem statystycznym”

Drodzy Przyjaciele! Chciałoby się rzec: „Kochani Bracia w Chrystusie!” Dlaczego nie mogę tak powiedzieć? Ponieważ mam obciążone sumienie, bo przecież występowałem przeciwko Chrystusowi. Przemierzałem ulice, miasta, wsie na terenie Polski. Głosiłem, wtedy wydawało mi się, prawdę. Byłem nieraz używany do zadań specjalnych. Jedno z takich zadań, to były częste wyjazdy do Republik Związku Radzieckiego, i tam przemycałem tę truciznę Strażnicy, którą zaraziłem siebie i innych.

Ciężka i długa była droga do Niepokalanowa, trwała 15 lat. Mój los, mój terror, jaki przeżyłem w organizacji, jest rzeczywiście doświadczeniem. Pewnego razu nie poszedłem już na zebranie, pewnego dnia postawiłem na swoim, nie tylko powiedziałem, ale napisałem list, z którego treści brzmiało jednoznacznie: występuję z organizacji. W punktach podałem dlaczego.

Kochani, dziś radość wstąpiła do mego serca, dziś czuję się tak, jak bym Pana Boga za nogi złapał, ale obciążone sumienie jest nadal. Bo to nieważne, że wyście mnie przyjęli jako syna marnotrawnego i przyjęliście mnie tutaj dzisiaj, nakarmili i gościcie, a nie zlinczowaliście mnie. Ważne jest to, jakie ja mam sumienie, i co Bóg myśli w tej sprawie. [...]

Kiedy byłem i kiedy działałem w organizacji, narobiłem wiele zła. Wtedy byłem przekonany, że idę z Pismem św., a ja szedłem ze „Strażnicą”. Przekonanie moje polegało na stwierdzeniu, że „Strażnica” jest zgodna z Pismem św., ale stwierdzić tu trzeba, że Pismo św. nie jest zgodne ze „Strażnicą”. Odnośniki ze „Strażnicy” mówią nam, że znajdujemy to w Piśmie św., ale wskazane treści Pisma św. mówią nam zupełnie co innego, niż sugeruje „Strażnica”. To jest mechanizm działający przez Brooklyn, to jest synagoga szatana. Stwierdzam: Pismo św. mówi wyraźnie, że szatan zamienia się w anioła światłości [por. 2 Kor 11, 14]. Biblia podawana w ten sposób przez „Strażnicę”, jest zbiorową hipnozą. Zbiorową, bo przecież opanowała 205 krajów [obecnie działają w 235]. Przed chwilą słyszeliśmy, w jakim stopniu zarażone są kraje, szczególnie Polska i Włochy [u nas jest aktualnie ponad 124 tys. Świadków, we Włoszech blisko 230 tys.].

Nawiązaliśmy kontakty z byłymi świadkami Jehowy z terenów Grecji, Włoch, Niemiec, USA, a ostatnio Czechosłowacji. Ci ludzie tak są zniewoleni, tak są potargani, że końcem tego wszystkiego jest często samobójstwo lub obłąkanie. Notuje się bardzo dużo przypadków choroby psychicznej. Dostaję tragiczne listy. [...]

Tak, to prawda. Tam działa pewien mechanizm. Zaskakują szarego katolika na każdym kroku. Nie wierzcie w to, że ci ludzie przekazują prawdziwe wiadomości. Dzisiaj mówię każdemu, że na nowo się uczę. Przecież ja byłem zakodowany. Byłem numerem statystycznym. Znałem tematy tylko powierzchownie i tymi tematami operowałem. Dzisiaj powiem wam prawdę: wstyd mi, że byłem w takiej organizacji. Kiedy roztrząsam takie sprawy, jakieś tematy dotyczące organizacji świadków Jehowy, to mi wstyd, że ja w to kiedyś wierzyłem. To są tak płytkie sprawy, łatwe do obalenia Pismem św. i logiką. Bardzo mnie to ucieszyło, kiedy widziałem taką silną grupę braci w Elblągu, którzy działają i odwiedzają mieszkania świadków Jehowy. I z Biblią w ręku obalają ich fałszywe nauki. To jest coś fantastycznego. Ale takich pionierów powinno być więcej. Ubolewam nad tym, że tu na tym spotkaniu nie ma tych, którzy powinni być, a szczególnie nie ma księży z tych miejscowości, gdzie najwięcej jest zborów świadków Jehowy.

Księża na ogół nie mają czasu, zajęci pracą administracyjną. Ja osobiście kilka razy byłem w mojej miejscowości u księży. Niestety, nie mieli czasu mnie wysłuchać. Nie mieli czasu nawet przeczytać tego, co przyniosłem. Chcę posłużyć się kilkoma takimi przykładami. W organizacji świadków bardzo często posługiwano się księżmi katolickimi. To znaczy adeptowi, który wkroczył już na drogę Strażnicy, lecz wahał się, mówiono: „Idź do księdza i zapytaj, daj po prostu konkretne pytanie”. Wiadomą jest rzeczą, że ten ksiądz nie ma czasu. I wtedy odbywało się to w ten sposób: „Proszę księdza ja mam taką i taką sprawę”. „A jaką?” I on mówi: „To z takimi głupotami przychodzisz do mnie? Daj mi spokój, nie mam czasu”. Już był stracony, a dla Strażnicy pozyskany. Wtedy się mówiło: „Widzisz? Ten ksiądz nigdy ci na to pytanie nie odpowie”.

Ja nie stwierdzam tu dzisiaj, że ten ksiądz jest niewykształcony, że ten ksiądz jest na niskim poziomie uduchowienia, nie, ja tylko mówię to, że ten ksiądz nie potrafi wykorzystać swojej elokwencji, swego wykształcenia do rozmowy z tym sekciarzem. A on jest przecież tym pasterzem, który powinien tej trzody strzec. [...]

Dzisiaj, gdy jest mi wstyd, że byłem w organizacji świadków i uwierzyłem w takie bałamutne kłamstwa, na moje pocieszenie mam tylko to, że przecież tylu ludzi jest mądrzejszych ode mnie i oni również dali się zwieść. Są wśród nich lekarze, profesorowie, są tam ludzie z wielkim polotem – i dali się również omamić. [...] W tym systemie świadek Jehowy nie może przyjąć żadnej, dosłownie żadnej innej nauki. Ja do tego stopnia byłem zniewolony, że nawet pozwoliłem, aby świadkowie starsi doświadczeniem spalili moją bibliotekę, bo w mojej bibliotece były materiały nie pochodzące z Towarzystwa Strażnica. Dzisiaj biblioteka moja jest na nowo uzupełniana. I znów się wstydzę, że do tego stopnia dałem się ogłupić. Dlaczego świadkowie Jehowy tak łatwo trafiają do ludzi? Jak to się dzieje? Na to trudno dać odpowiedź. Łatwiej jest powiedzieć na przykład, jak trafiono do mnie, do mojej żony. Jak to się stało? Do jakiej rodziny należę? Oczywiście, że rodzina nasza od prapradziadów jest rodziną katolicką. Na jakim poziomie jest ta rodzina? No cóż, w naszej rodzinie jest dwóch księży. W naszej rodzinie są artyści, malarze, poeci i muzycy, kompozytorzy i lekarze. I do takiej rodziny również zagościła Strażnica. Coś niesamowitego. Do jakich jeszcze rodzin trafiają? Do rozbitych małżeństw, do rodzin, gdzie zawitał alkoholizm, śmierć, czy choroba. Zakładają z zainteresowanym studia biblijne i prowadzą na zebrania i czynią głosicielem. Kończy się wszystko przyjęciem chrztu. Wówczas stoisz już na własnych nogach, ale nie potrafisz zrobić kroku ani w lewo, ani w prawo, bo masz narzucone „chomąto” i klapki na oczy i koniec, i ciągniesz równo. Jeśli tylko poczniesz wierzgać, od razu masz komitet sądowniczy, który do reszty wypierze twój mózg, bo był jeszcze niedoprany. Kodowanie i pranie mózgu inaczej odbywa się. Odbywa się przez okres przygotowania do chrztu, a dalej już zbiorowo. [...]

Kochani, Biblią można wygrać każdą melodię. Dlatego dzisiaj po tylu latach stwierdzam, i nie mogę tego nie powiedzieć, że dla świadków Jehowy Biblia stała się bałwanem. Bo on widzi tylko litery, i mówi: tu jest napisane i tam jest napisane. A przecież popatrzmy głębiej na Biblię. Apostoł Paweł mówi: Litera zabija, Duch zaś ożywia [2 Kor 3, 6]. Wiecie dobrze, że kto zagłębił się w literaturę świadków Jehowy wysuwa z tego wniosek, że świadkowie Ducha [Świętego] nie mają, gdyż sami się Go wyrzekli [tzn. uznali Go za bezosobową "siłę Jehowy"]. A więc są pod zakonem tej literatury i święcie w nią wierzą, jak ja święcie w nią wierzyłem. [...]

W Elblągu opowiadałem o takim doświadczeniu, kiedy to był nakaz w organizacji palenia instrumentów muzycznych. Były to czasy odległe, a wiecie dlaczego [je palono]? Dlatego, że jeden z braci starszych dopatrzył się, że w Piśmie św., a szczególnie w Nowym Testamencie, nigdzie nie jest powiedziane, żeby grać na instrumentach, więc instrumenty należy spalić. Jeden z grających, wywodzący się z rodziny muzyków, grał pięknie na skrzypcach i chciał je ukryć. Nie udało się, bo zapytano go: „A ty, bracie, ja swoją mandolinę połamałem i spaliłem, bo nie chciała wejść do pieca, [bo] za duża. A ty, bracie, twoje skrzypce?” A on stał, załamany, głowa w dół i nie mógł pogodzić się z tym, że piękne skrzypce, bardzo drogie, musiał spalić. Więc zobaczcie, jak sekta interpretuje Pismo św. Obecnie jest zmiana, już świadek może grać na instrumentach, a jeśli wspomnicie o tamtych czasach, to mówi się: teraz jest nowe światło [poznania]. Nowe światło nie zwróci bezcennych, zniszczonych instrumentów. [...]

Czy świadek Jehowy pobiera jakieś pieniądze? Gdybym powiedział nie, bym skłamał, a gdybym powiedział tak, też bym skłamał. Więc trzeba powiedzieć coś więcej. Nie otrzymują pieniędzy wszyscy. Otrzymują pieniądze tylko ci, którzy mają dobre wyniki, a nie ten szeregowy. To są starsi zboru, to są [nadzorcy] obwodowi, to są pionierzy specjalni. Świadek Jehowy, pionier, ten pospolity, pełno czasowy, otrzymuje tylko kieszonkowe na autobusy, na pociągi, a wyżywienie musi mieć swoje. Ale ci bonzowie, którzy są na swoich terenach i mają wyniki, to mają pieniądze. Bo przecież nie raz, zresztą wielokrotnie się zdarzało, że były afery z tego „daru”, za które świadkowie dadzą, bo to musicie pamiętać, że te „Strażnice”, które otrzymujecie za darmo, one są zapłacone przez świadka. Tu nic za darmo nie jest. To ci z gorliwości płacą za was, a wy to rzucacie do pieca. Ale to wszystko musi być zapłacone. Najwięcej otrzymują obwodowi i ci, którzy są u steru na terenie kraju [tzn. nadzorcy okręgów, oddziałów]. [...]

„Strażnica” podkłada swój kłamliwy tekst pod autorytet Pisma św., tak jak kukułka swoje jajko do cudzego gniazda… Można to tak powiedzieć: jeśli ktoś przyjmuje interpretacje Pisma św., którą daje „Strażnica” – hoduje skorpiona na własnym i rodziny organizmie. „Strażnica” prowadzi temat i do tego tematu wyszukuje wersety [biblijne], którymi pragnie potwierdzić ten temat.

Ze względu na to, że jest to sprawa [dotycząca] Boga, wiary, religii, życia wiecznego – jest [to] sprawą zasadniczą. Każdy człowiek przywiązuje do tego wielką wagę i często oddaje się tej sprawie bez reszty. Jeżeli bezkrytycznie poznaje jakąś prawdę, po pewnym czasie w większości przypadków okaże się, że to prawda w cudzysłowie. Ja obecnie podając komuś do czytania „Strażnicę” powiadam: „Czytaj kłamstwo!” Chcę to wam jeszcze raz powiedzieć, że „Strażnica” to jest doskonałe kłamstwo! Fantastyczne, kapitalnie ułożone. Jest to manipulacja i sterowanie na odległość [tj. z Brooklynu]. Znacie działanie mediów: jest to działanie skuteczne, jest to zbiorowa ekstaza. Zobaczcie, jaka jest reakcja zahipnotyzowanych ludzi. I ja tak samo reagowałem. [...]

I tak samo żonglują wersetami świadkowie Jehowy, tylko nie jako przez pomyłkę, ale celowo. Jest to celowość wspaniale posegregowana przez centralę w Brooklynie. Do tego należy jeszcze dodać stwierdzenie, że operuje tymi zakodowanymi ludźmi. Zobaczcie, jak się zachowują, są jakby zahipnotyzowani, jak lunatycy w zbiorowej, nieuleczalnej halucynacji… [takie nietypowe zachowanie Świadków Jehowy można zauważyć podczas trwania ich kongresów, np. na stadionach]. [...]

Jak z tego filmu [mowa o demaskatorskim filmie "Świadkowie Jehowy" Leonarda Chretiena na kasecie wideo] wynika, i z różnych publikacji świadków Jehowy, wiele razy już przepowiadali zbliżający się koniec świata – ustalali i rozgłaszali dokładne terminy i wiele innych proroctw przepowiadali, i jak dotychczas żadne się nie spełniło, więc wersety te [Pwt 18, 21-22] Bożym palcem kierowane są w stronę fałszywego proroka spod szyldu „Strażnicy” z Brooklynu!

Były świadek Jehowy – Edmund N.

fragm. książki „Siewcy kąkolu”

 

 

 

Ludzie nie wierzą w istnienie piekła, bo jest to dla nich łatwiejsze. Ale też ukrywanie swojego działania wobec ludzi leży w interesie złego ducha i jest jednym ze skuteczniejszych jego działań.

Z księdzem Marianem Rajchelem, egzorcystą diecezji przemyskiej i psychologiem, rozmawia Robert Krawiec OFMCap.

Tabu w Kościele

– Podobno wielu księży nie wierzy w istnienie złego ducha i w opętanie?
Przytoczę słowa złego ducha usłyszane podczas przeprowadzania egzorcyzmu: „Bo wielu księży myśli, że ja jestem tylko w piekle”. Nie, zły duch jest tam, gdzie ludzie go wpuszczą.

– W wielu diecezjach, seminariach w Polsce i na świecie nie mówi się o piekle, złym duchu i opętaniach. Dlaczego?
Również zadaję sobie to pytanie. Był to temat tabu. W Kościele egzorcyzmy stały się jakby sprawą wstydliwą, II Sobór Watykański ją ominął. Uważam, że doświadczenia egzorcystów powinno się zebrać i włączyć do nauki teologii i ascezy, czyli wierności na co dzień Panu Bogu. Powinniśmy się uczyć, jak rozpoznać wroga, przewidzieć, kiedy i w jaki sposób zły duch zaatakuje. W ten sposób łatwiej będzie nam się przed nim bronić.

Image
fot. Vnlit/Dreamstime

– W większości ludzie także nie wierzą w istnienie piekła i działanie diabła…
W 1972 roku papież Paweł VI powiedział, że zły duch rządzi światem, że wtargnął w historię za pozwoleniem ludzi. Po tej wypowiedzi świat był oburzony, a media opluwały papieża, grzmiąc: Jak w XX wieku można mówić o szatanie! Ale w tym samym czasie w wielu państwach rejestrowano kościoły satanistów, kościół Lucyfera. Tak wygląda nasza cywilizacja: oficjalnie mówi się co innego, a w praktyce jest co innego.

Ludzie nie wierzą w istnienie piekła, bo jest to dla nich łatwiejsze, a ukrywanie swojego działania wobec ludzi leży w interesie złego ducha, stanowiąc zarazem jedną ze skuteczniejszych jego akcji.

– Czy musimy wierzyć w istnienie diabła, aby się zbawić i być w Kościele? Nigdy przecież nie stwierdzono dogmatu o istnieniu złych duchów. Dlaczego?
Bo nigdy w Kościele nie było z tą prawdą problemów. Kościół nigdy nie wątpił w istnienie i szkodliwe działanie złego ducha. Biblia wyraźnie stwierdza, kto skusił pierwszych rodziców do grzechu, kto kusił Pana Jezusa. Tu nie ma wątpliwości! Pytanie dotyczy konieczności uwierzenia. Mamy obowiązek wierzyć w prawdy wiary, choć nie wszystkie zostały zdogmatyzowane. Trzeba wierzyć zarówno w istnienie aniołów, jak i złych duchów. Bez tej wiary nie da się być w Kościele.

Egzorcyści

– Słysząc o szatanie, ludzie boją się i myślą: „Jeśli zostawię złego ducha w spokoju, to i on zostawi mnie, a jeśli będę z nim walczył, to on mnie zaatakuje”. Czy boi się ksiądz diabła?
Oczywiście, że się go boję! I nie chcę mieć z nim nic wspólnego. Chciałbym go mocą Bożą wyrzucać z ludzi jak najczęściej. Nie ma co ryzykować. Czy jest taki człowiek, który się go nie boi?! To wielki błąd, jeśli ktokolwiek udaje, że jest mocniejszy od złego ducha.

– Czy zły duch uprzykrza życie i utrudnia posługę również egzorcyście?
Świeży przykład może być? Wczoraj o godzinie 23.54, po modlitwie nad opętaną dziewczyną, dostałem bardzo „miły” SMS (zachowałem wiadomość w poczcie, jakby ktoś nie wierzył): „Pożałujesz tego, marny klecho, dotknij mnie jeszcze raz tymi wyświęconymi łapami i swoimi zabawkami, a cię zabiję! Dość już tego, dość, dość, dość… Dość mówię!”. Aż się z tego ucieszyłem. Dlaczego? Bo niekiedy się wydaje, że nasze modlitwy nic nie znaczą, a gdy zły duch się wścieka, to znaczy, że mocno ucierpiał i jest porządnie trafiony.

Inny SMS był taki: „Zdechniesz za to, co zrobiłeś, nie boję się Pani Niebieskiej ani ciebie z tymi zabawkami”. Znowu kłamstwo w wydaniu złego ducha: „nie boję się”, a równocześnie „zdechniesz za to, co zrobiłeś”. Można wyczuć, z kim ma się do czynienia!

Módlcie się za egzorcystów, gdyż nie wolno nam popełnić żadnego błędu, bo wtedy rzeczywiście zły duch może się zemścić.

– Arcybiskup Emmanuel Milingo był egzorcystą w Afryce i we Włoszech. Jednak wystąpił z Kościoła.
A dlaczego Judasz odszedł od Pana Jezusa?…

– bo człowiek jest wolny…
…tylko u Pana Boga jest wolny! U złego ducha jest zniewolony! Bóg nigdy nie zmusza człowieka, tylko składa propozycje: „Jeśli chcesz, to pójdź za mną”. Pan Bóg namawia, podaje argumenty, podsuwa projekty, ale nigdy nie zmusza. A działanie i opętanie złego ducha polega na przymusie, wzięciu człowieka we władanie, zniewoleniu go i degradacji.

– Czy ze złym duchem można rozmawiać?

Spotkałem egzorcystów, którzy przyjmowali jak objawienie wszystko, co zły duch im powiedział. Uważam, że tego robić nie wolno, gdyż zły duch to ojciec kłamstwa. On, nawet przymuszony rozkazem wyznania jakiejś prawdy, dorzuci jeszcze jakiegoś śmiecia. Kiedyś zapytałem złego ducha: „Co zrobić, żebyś z tej osoby wyszedł?”. „Odmówić «Ojcze nasz» po francusku” – usłyszałem odpowiedź. I dwie osoby z zespołu egzorcystów odmówiły modlitwę po francusku! Mówiłem im, że tego nie trzeba robić, lecz one się pomodliły, co oczywiście nic nie pomogło.

Niekiedy sam zły duch rozpoznaje nasze myśli. Pewnego razu zastanawiałem się, czy osoba jest opętana, dręczona, czy tylko udaje. I w myślach rozkazywałem złemu duchowi: „Jeśli jesteś w tej osobie, to w Imię Jezusa powiedz, jakie jest twoje imię”. Po chwili ciszy zły duch objawił się w tej osobie. „Chcesz znać moje imię? Powiem ci” – przemówił.

Czasem trzeba rozkazywać złemu duchowi, by podał imię, to pomaga przy uwolnieniu.

– Czytałem, że w Polsce jest około sześćdziesięciu księży egzorcystów i każdego dnia mają co robić. Co znaczy dla księdza być egzorcystą?

Przyznam się, że dla mnie posługa egzorcysty jest teologią praktyczną, której w seminarium nie było. Dzięki niej wiele douczyłem się o Bogu, o człowieku i złym duchu. To nie jest tylko problem dręczeń. Ile satanizmu jest w naszym życiu społecznym, narodowym, a nawet kulturalnym. Ile kłamstw, obłudy, podpuszczania…

Bardziej rozumiem, że Chrystus przyszedł nas wybawić od potwornego zła. Zbawiciel aż taką wielką cenę za nas zapłacił. Gdyby był to drobiazg, Bóg wysłałby anioła. Jezus sam przyszedł jako człowiek, by pokazać nam sposób życia w prawdzie i świętości oraz unaocznić niebezpieczeństwa grożące człowiekowi. To dają mi egzorcyzmy.

Z drugiej strony posługa ta pokazuje mi, że ludzie często nie wiedzą, co w życiu czynią. Nie wiedzieli, bo skazali niewinnego Chrystusa i jeszcze z Niego szydzili. Nie wierzyli, że jest Bogiem i mieli silnego kusiciela. Ludzie opętani i dręczeni na początku dziwią się mojej życzliwości, bo uważają się za odsuniętych, potępionych, napiętnowanych, a tymczasem spotykają się z radością, miłością i słowami: „Dobrze, dziecko Boże, że wracasz”. My, egzorcyści, cieszymy się każdym dobrem i martwimy każdym ustępstwem na rzecz zła. To pogłębia duszpasterską więź z przychodzącymi do nas ludźmi. Niedawno pewna pani powiedziała: „Ja tak bardzo bałam się przyjechać do księdza”. Później pozbyła się tego strachu.

– Zastanawiam się, dlaczego jeden egzorcyzm nie wystarczy, lecz trzeba go powtarzać.

Kiedyś dziewczyna zdiagnozowana jako opętana zachowywała się na egzorcyzmie spokojnie, cicho, tylko delikatnie drżąc. Za drugim razem było tak samo, czyli bez większych objawów opętania. Wówczas wziąłem ją na bok i zapytałem, co robi w trakcie egzorcyzmu – czy odnawia pakt z szatanem. Kiwnęła głową, że tak: aby nie było objawów, w tym czasie ona ponownie oddawała się złemu duchowi. Na co taki egzorcyzm? Na nic! Nigdy modlitwa nie działa wbrew woli człowieka.

U osób, które nie chcą być uwolnione, zło wraca. Jeśli zaś człowiek wytrwa na egzorcyzmie – niekiedy całe miesiące – to wyjdzie spod wpływu złego ducha.

– Czy zdarza się, że egzorcyzm w jakimś przypadku nie skutkuje?

Niestety, może tak być. Mamy jako egzorcyści świadomość, że nie wszystko może się udać. Zdarza się, że na skutek działania złego ducha nie dochodzi do egzorcyzmu. W pewnym przypadku szatan tak bał się egzorcyzmu, że doprowadził do samobójstwa młodego chłopaka, zanim udało mu się ze mną spotkać. Jak opowiadali później jego koledzy, którzy wieźli go do mnie, chłopak nie wysiadł normalnie z samochodu, ale coś go wydarło przez okienko w drzwiach, i od razu pobiegł do Sanu odebrać sobie życie.

– Czy można egzorcyzmować kogoś wbrew jego woli?

Nie. Egzorcyzm to nie czary, wymaga zaangażowania opętanego, konieczna jest jego chęć poprawy i powrotu do Boga. On sam musi walczyć o uwolnienie od złego ducha. Jeżeli tego nie robi, modlitwa egzorcysty nic nie pomoże. Opętanie to stopniowa degradacja, a egzorcyzm jest procesem powrotu do Boga.

– Ile egzorcyzmów ksiądz przeprowadził?

Nie wiem, bo ich nie liczę. Trochę by się tego uzbierało. Kiedyś w jednym miesiącu miałem sto dwadzieścia spotkań (wiele zakończonych egzorcyzmowaniem).

– Czy miał ksiądz jakiś widowiskowy egzorcyzm?

Wszystkie egzorcyzmy takie są… Kiedyś modliliśmy się nad chłopakiem, maturzystą. Objawy opętania wystąpiły w szkole. Młodzież natychmiast szukała księdza. Pytałem ich, jak poznali, że potrzebna jest pomoc egzorcysty, przecież mogli zadzwonić po psychologa czy psychiatrę? Chłopcy powiedzieli: „Bo ten szczupły chłopak miał taką siłę, żeśmy w czterech nie mogli mu dać rady”, a dziewczyny stwierdziły: „Bo takim wzrokiem na nas patrzył, jakby chciał nas wszystkich w klasie pozabijać”. Odbył się pierwszy egzorcyzm, podczas którego chłopak krzyczał: „Ja wam tego nie daruję!”, a po chwili ciszy spokojne powiedział: „Macie szczęście, że On tu jest i Ona!” (zły duch bardzo niechętnie wypowiada imiona Jezusa i Maryi; jego słowa znaczyły, że wspiera nas Pan Jezus i Maryja). Czego więcej potrzeba! To był najkrótszy egzorcyzm w mojej karierze, dwa razy spotkaliśmy się na modlitwie i spokój. Czy to nie jest widowiskowe?

Metody złego ducha

– W jaki sposób zły duch wpływa na ludzi?

Szatan działa na dwa sposoby: zwyczajnie kusi do złego lub działa w sposób nadzwyczajny, czyli stosuje dręczenia i opętania.

– Zły duch manifestuje, że kogoś opętał, czy też jak najdłużej się ukrywa?

Dziwne zachowanie siedmioletniej dziewczynki zaniepokoiło rodziców – podejrzewali, że została opętana, ale po modlitwie nie było objawów. Kiedy zdejmowałem stułę i odkładałem krzyż po modlitwie nad jej krewną, po której też nie było objawów opętania, nagle usłyszałem: „Bo ja się mogę ukryć”. Dla mnie była to nauka, aby nigdy nie być łatwowiernym; jak po pierwszych modlitwach działanie złego ducha się nie ujawniło, to wcale nie oznacza, że człowiek jest wolny.

Zły duch może się ukryć i chętnie to robi, ale gdy zostanie „namierzony”, wówczas nie ma interesu w ukrywaniu się. Może najwyżej udawać, że już wyszedł, co też jest niebezpieczne.

– Czy opętanym można zostać bezwiednie, bez własnej woli?

Tak, można nim stać się bez własnej winy. Może to sprawić czyjaś wina. Najmłodsze opętane dziecko, z którym miałem do czynienia, miało dwa i pół roku! Po wysłuchaniu opowieści jego rodziców i własnej obserwacji nietypowych wrzasków nie miałem wątpliwości, że chodzi o opętanie. Było ono spowodowane obciążeniami pokoleniowymi.

– Co jest celem działania złego ducha?

Kiedyś upadłe duchy odrzuciły Pana Boga i od tamtej pory prowadzą niszczycielską walkę z ludźmi. Chcą zdobyć nasze dusze na wieczność pod swoje okrutne panowanie w piekle. Robią zatem wszystko, by doprowadzić nas do zatracenia, moralnej i fizycznej degradacji.

Zły duch stara się sięgnąć do duszy – dostęp do niej wiedzie przez grzech ciężki. Natomiast bezpośrednio może opanować nasze ciało: podczas dręczenia człowiek często jest jak sparaliżowany, nie może ruszyć ręką ani nogą, nie potrafi wypowiedzieć słowa. Wolne pozostają tylko myśli. W myślach trzeba się modlić: Maryjo, ratuj! Jezu, ratuj! Po takiej modlitwie ataki i dręczenia złego ducha po jakimś czasie ustąpią.

– Można skutecznie powstrzymać negatywne działanie złego ducha?

„Zło dobrem zwyciężaj!” Jeśli grzech odrywa nas od Boga i oddaje pod panowanie złego ducha, to nasze wyzwolenie i bezpieczeństwo polega na zjednoczeniu się ze Stwórcą. Człowiek będący blisko Boga może cierpieć, ale nie będzie to cierpienie, które wywoła bunt przeciwko Stwórcy. Ludzie uwolnieni z opętania szybko pogłębiają wiarę, codziennie uczestniczą w Eucharystii i mają wewnętrzne wyczucie dobra i zła. Niekiedy świadomie i ofiarnie znoszą skutki grzechów bliskich z rodziny.

– Czy przebywanie w sekcie satanistycznej zawsze kończy się opętaniem?

Oczywiście, że tak! Wejście do sekty satanistycznej oznacza oddanie duszy szatanowi. To nie może się skończyć inaczej, jak opętaniem. Osobie, która świadomie weszła w satanizm i oddała się złemu duchowi, będzie bardzo trudno wyjść z sekty, z tego paktu.

– Gdzie udają się złe duchy po wypędzeniu ich z osób opętanych?

Oby do piekła! Ja zawsze modlę się, aby wróciły tam, skąd przyszły. Zawsze pod krzyż je odsyłam, bo wiem, że Pan Jezus wskaże, gdzie jest ich miejsce.

Jednak przypomnijmy sobie scenę z Ewangelii, kiedy złe duchy prosiły Chrystusa: „Pozwól nam wejść w świnie”, co znaczy, że one w tym miejscu pozostały. Dlaczego Jezus im na to pozwolił? Ponieważ mieszkańcy miasteczka, gdy zobaczyli, co się stało, prosili Go, aby odszedł z jego granic – bardziej chcieli być ze złymi duchami niż z Panem Jezusem. Dlatego Chrystus nie wyrzucił złych duchów do piekła, bo to było wbrew woli tamtych ludzi.

Po egzorcyzmie upadli aniołowie odchodzą do piekła, ale mogą też pozostać, aby kusić kolejnych ludzi.

Modlimy się, aby złe duchy już nikogo nie kusiły, aby Pan Bóg usunął je ze świata i wyrzucił do piekła raz na zawsze.

Opętanie

– Słyszałem, że osoby opętane przy pierwszym kontakcie są uśmiechnięte i miłe, ale później wpadają w trans i mają siłę kilku dorosłych ludzi…

Może tak być. Objawy występują przed modlitwą egzorcyzmu i po niej. Bywa, że ktoś już na powitanie mnie opluje (raz na przywitanie opętana dziewczyna nawet mnie pogryzła). Niekiedy od razu widać wściekłość. Czasami dopiero podczas egzorcyzmu manifestuje się obecność złego ducha albo po kilku modlitwach. Każdy zły duch ma swoje imię. Poznanie go, a później wypowiedzenie podczas egzorcyzmu jest dla diabła ogromnym ciosem. Dla niego opuszczenie zdobyczy jest porażką, odczuwa to jako powtórne skazanie na potępienie.

– Ile procent zgłaszających się przypadków to faktyczne opętania?

Tych mocno opętanych nie jest wielu, bo około pięć procent wszystkich zgłaszających się do mnie osób. Natomiast olbrzymia większość przypadków to dręczenia, różne problemy psychiczne, małżeńskie, rodzinne, wychowawcze, niepowodzenia życiowe, nieszczęścia – takie rozmaitości.

– Jak odróżnić opętanie od choroby psychicznej?

Najtrudniejszy przypadek mamy wtedy, gdy jednocześnie występuje opętanie i choroba psychiczna. Jeśli mamy do czynienia tylko z chorobą psychiczną, to stosunkowo łatwo ją rozpoznać. Niedawno pewna chora osoba znalazła adresy wszystkich egzorcystów w Polsce, skserowała swoje dane i wysłała do nas siedem stron maszynopisu, w którym jednoznacznie stwierdziła, że jest to jedno z największych opętań w ostatnim stuleciu; wymieniła, ilu ma w sobie nieczystych duchów i prosiła, aby ją ratować. Po kilku miesiącach napisała, że to wstyd dla polskich egzorcystów, że nikt jej nie odpowiedział. Każdy egzorcysta łatwo się zorientował, że jest to choroba psychiczna. Opętany nie wie, co się z nim dzieje.

Kiedyś zatelefonowała do mnie z drugiego końca diecezji pielęgniarka: „Proszę księdza, mam pacjenta, wydaje się, że jest opętany”. Potem poprosiła go do telefonu. Chłopak powiedział, jak ma na imię i jeszcze jedno zdanie. Po czym jak nie ryknie do słuchawki, aż mi ciarki przeszły po plecach. Od razu powiedziałem, żeby przyjechali do mnie na egzorcyzmy. Wtedy nie miałem żadnych wątpliwości co do opętania.

Czasami trudno jest rozeznać, więc trzeba zadać pytania dotyczące przeszłości, żeby dowiedzieć się, co mogło spowodować wejście w krąg działania złego ducha.

Nie przypominam sobie, aby jakiś psychiatra odesłał kogoś do egzorcysty, natomiast każdy egzorcysta odesłał wiele osób do psychiatry – kapłan egzorcysta jest specjalistą tylko od sfery duchowej i świata nadprzyrodzonego. Niestety, psychiatrzy często błędnie uważają, że posiadają całą wiedzę o człowieku. Gdy słyszą o wizjach, twierdzą, że to schizofrenia. Gdy widzą pacjenta rzucającego się z wielką siłą, diagnozują, że to tylko padaczka.

Pewna dziewczyna odczuwająca silne dręczenia, chodziła do psychologa, który zabronił jej kontaktować się ze mną. Po roku dziewczyna przyszła rozbita psychicznie i duchowo do tego stopnia, że nie chciała żyć i stwierdziła, że jest ateistką.

W przypadku dręczeń i opętań potrzeba większej współpracy między lekarzami i egzorcystami. Niektórzy chorzy psychicznie poza chorobą mają dodatkowy problem natury duchowej. Jest w nich coś jeszcze, co nie daje im spokoju – zły duch.

– Nauka nie działa na złego ducha? Medycyna przegrywa z opętaniem?

Czy jest pigułka na złego ducha? Długi kontakt ze złem musi się odbić na człowieku, dlatego niekiedy i psychikę potrzeba wzmocnić. To jest tylko podprowadzenie do egzorcyzmu. Nawet naukowiec może zostać opętany. Na złego ducha działa tylko modlitwa! Uwolnienie od zła dokonuje się tylko przy pomocy Kościoła, każdy egzorcyzm to modlitwa w imieniu Kościoła.

Medycyna przynależy do innej sfery życia. Jeśli ktoś leczy się psychiatrycznie, zawsze mu mówię, że najpierw należy dokończyć leczenie, a dopiero później przyjść do mnie na modlitwę. Nigdy egzorcysta nie może powiedzieć do chorego psychicznie, żeby nie brał leków, bo to byłaby pycha i zarozumiałość.

Walka ze złym duchem

– Wielu ludzi bagatelizuje znaczenie wróżek, treningów umysłu, zajęć, na których można nauczyć się wyzwalania energii. Dlaczego wróżby, seanse spirytystyczne, astrologia, amulety i sekty okultystyczne nam szkodzą?

Ponieważ jest to inicjacja kontaktu ze złym duchem. Skąd wróżka wie o pewnych sprawach? Przecież karty są dla każdego człowieka takie same. Ona wie, bo ma udział w tajemnej wiedzy złego ducha, a to jest odwrotność charyzmatu proroctwa w Kościele. Pan Bóg dawał i daje ludziom dar przepowiadania i poznania przyszłości, na przykład na modlitwach o uzdrowienie. Diabeł też daje poznanie przyszłości do złego udziału. Więc wróżka musi mieć potężny kontakt, umowę ze złym duchem, jeśli mówi prawdę o naszym życiu. Takie wróżki są najgroźniejsze, bo gdy któraś plecie głupoty, to tylko uczy się wróżyć. Często podczas egzorcyzmów słyszymy, jak zły duch oddane mu wróżki nazywa „moje siostrzyczki”! To też coś mówi!

Seanse spirytystyczne polegają na wywoływaniu duchów. To nie dziadek czy babcia wychodzą z czyśćca na przepustkę, bo się dzieci bawią, ale zły duch odpowiada, który zna wywoływane zmarłe osoby i intencje dzieci, bo one wcześniej o tym mówią. Taki kontakt ze złym duchem negatywnie odbije się na człowieku nawet po dziesięciu czy dwudziestu latach. Osoby dręczone czy opętane zawsze pytamy w wywiadzie przed egzorcyzmem, czy nie było w dzieciństwie takich zabaw. Niestety, dzisiaj seanse spirytystyczne to dość modna praktyka wśród studentów. Nasza przyszła elita tak się zabawia! A raz otwarta furtka jest bardzo trudna do zamknięcia.

Często w sektach okultystycznych prosi się o pomoc przewodników duchowych, których przedstawia się jako istoty opiekuńcze. W rzeczywistości jest to kontakt ze złym duchem! Adeptów pyta się: „Czy wyrzekają się przeszłości?”. Jesteśmy przyzwyczajeni, że w sakramencie pokuty wyrzekamy się grzesznej przeszłości. A im chodzi o przeszłość katolicką, aby w ten sposób została odrzucona cała nasza duchowa obrona i kontakt z Panem Bogiem. Po złożeniu takiego przyrzeczenia, bardzo trudno później wyjść z sekty. Ten, kto uczestniczy w takich praktykach, sam wystawia się na nadzwyczajne działanie Złego.

– Czy złego ducha trzeba zwalczać, czy go lekceważyć?

Nigdy nie lekceważyć! Wroga się nie lekceważy. Kto tak czyni, ten przegrywa walkę. Trzeba wiedzieć, że diabeł jest niebezpieczny. Należy z nim walczyć, ale nie samemu, tylko mocą Bożą. Do najważniejszych środków zapobiegawczych należą: życie w stanie łaski Bożej, wierność modlitwie i zamknięcie drogi złemu duchowi, czyli trzymanie się z dala od wszelkich form okultyzmu. Życie w łasce uświęcającej oznacza brak grzechów ciężkich. Jeśli jednak się przydarzą, trzeba natychmiast skorzystać z sakramentu spowiedzi. W sprawach duchowych ważne jest, aby odciąć się od korzeni zła. Jeśli zdarzy się złe słowo, natychmiast trzeba zniwelować je dobrym, wyrażając skruchę: „Jezu, ufam Tobie! Jezu, kocham Ciebie!”. Pomaga też woda święcona, olej i sól egzorcyzmowana.

– W kilku modlitewnikach spotkałem modlitwy – egzorcyzmy. Można wypowiadać egzorcyzmy nad sobą samym i innymi osobami?

Sami z siebie nie mamy nad złym duchem żadnej mocy. Możemy tylko powiedzieć: „W imię Jezusa Chrystusa idź precz ode mnie!”. Tylko rodzice mogą wypowiadać nad małymi dziećmi takie modlitwy – związek dzieci z rodzicami jest tu bardzo istotny. Nie radzę czynić tego wobec innych osób. Lepiej powiedzieć: „Panie Boże, Ty to zrób”. W niektórych modlitewnikach zatwierdzonych przez Kościół bez wcześniejszej konsultacji z księżmi egzorcystami proponuje się takie modlitwy dla wszystkich. A szkoda.

Dlaczego Bóg zezwala na zło

– Dlaczego Bóg pozwala na kuszenie człowieka i dopuszcza cierpienie?

To odwieczna pretensja do Pana Boga. A On dał wyraźne przykazanie: „nie będziesz korzystał z owoców tego drzewa”, co znaczy, że zakazał pewnych czynów. Człowiek dał się wciągnąć w bunt przeciwko Bogu.

Jeśli ktoś przez swoje złe czyny oddał siebie szatanowi, to zły duch uważa go za swoją własność. Jego potomstwo też. W magii jest specjalny rytuał, podczas którego otrzymuje się szczególną moc od złego ducha w zamian za ofiarowanie swojej duszy i potomstwa do któregoś pokolenia. Nie znaczy to, że ludzie ci są z góry przeznaczeni do piekła. W życiu takie osoby będą o wiele częściej atakowane, mając o wiele mniejsze szanse na pokonanie pokus. Pan Bóg o tym wie i przygotowuje dla tych ludzi większą łaskę. Tylko czy oni zechcą z niej skorzystać?…

Trzeba mieć poczucie odpowiedzialności, bo żyjemy nie tylko dla siebie, ale także dla innych.

– Czy złemu duchowi zostały wyznaczone granice działania i szkodzenia ludziom?

Granice złu wyznaczamy my. Gdyby nie było grzechów na ziemi, zły duch nie miałby żadnej mocy nad nami. Ile złych duchów wyzwalamy swoimi grzechami ciężkimi, by działały na ziemi?

– Dlaczego diabeł nie przebywa w piekle, gdzie jest jego miejsce, tylko w świecie, by kusić ludzi?

„Nie wyrzucaj mnie. Dłużej tu nie mogę wytrzymać” – kiedyś mówił do mnie zły duch podczas egzorcyzmów. „No to się wynoś z tej osoby w imię Jezusa” – rozkazuję mu. „Gdzie ja pójdę?”. „Idź tam, skądżeś przyszedł”. „Ale tam jest jeszcze gorzej” – odpowiada mi.

Szkodzenie człowiekowi przynosi tylko pewną ulgę złym duchom, bo nie mają z tego żadnego pożytku ani zasług. Nazywamy to diabelską złośliwością. Diabły cieszą się, kiedy człowiek się martwi i narażony jest na niebezpieczeństwo. Cieszą się też, że dokuczyły Panu Bogu, który nas kocha jak własne dzieci i tyle zainwestował w nasze zbawienie. Odczuwają satysfakcję, że znienawidzonych przez siebie ludzi gnębią, bo sami, potępieni, do Boga wrócić już nie mogą, a my możemy zająć ich miejsce w niebie. I to stanowi przedmiot ich zazdrości: szatan zazdrości człowiekowi jego pozycji, obietnicy nieba i tego, że jest kochany przez Boga.

Są takie przypuszczenia, że jeśli zły duch da się wyrzucić z człowieka i wróci do swojego miejsca w piekle, to będzie tam gnębiony jeszcze bardziej przez innych potępionych. W piekle nie ma przyjaźni i miłości pomiędzy diabłami. Sataniści mylą się, uważając, że będą przyjaciółmi szatana. W piekle nie ma przyjaciół i solidarności, tam jest tylko wzajemna nienawiść.

– Czasami ludzie pytają, czy diabeł może się nawrócić i zbawić? Czy jest on zdolny do uczynienia jakiegoś dobra?

Nie! Proszę się nie łudzić. Zły duch swoją wolną wolę już tak ustawił przeciwko Panu Bogu, że nikt tego nie zmieni. Stwórca mógłby przywrócić mu ją przy użyciu siły, ale tego nie robi. Nikt tak nie szanuje naszej wolnej woli, jak Pan Bóg.

„Głos Ojca Pio” [70/4/2011]

Niebezpieczeństwo

Ekspansywna informacja o dragach. Warto wiedzieć

Świadectwo  Roberta Tekieli- zagrożenia duchowe

 

 

Ks. Gabriel Amorth żalił się kiedyś Ojcu świętemu Janowi Pawłowi II: Ojcze święty są nawet osoby duchowne które nie wierzą , że istnieje diabeł . Ojciec święty odpowiedział wtedy ks Gabrielowi; Kto nie wierzy w istnienie diabła to nie wierzy w Ewangelię, odrzuca Ewangelię. 

Czy to nie jest III wojna Światowa?

,,Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle.”      Mt 10,28

 

Zauważone na frondzie. Film o „niewinności” pornografii:


Niebezpieczeństwo


Film o którym wspomina Ks. Piotr Glass.

Niebezpieczeństwo

Dzieci uczą się literek z powyginanych penisów czyli „standardy edukacji seksualnej Światowej Organizacji Zdrowia” w praktyce

Szczyty obleśnej demoralizacji – czyli
„standardy edukacji seksualnej Światowej Organizacji Zdrowia”

To są skutki przekraczania granicy absurdu w seksualnej edukacji dzieci. W norweskich szkołach maluchy dostały książki, w których zamieszczono obsceniczne ilustracje. Dzieci uczą się literek z powyginanych, nagichmężczyzn i… penisów!!! – informuje portal scanpress.net.

Na obrzydliwą treść szkolnego podręcznika zwróciła uwagę Polka mieszkająca w Trondheim, której dzieci uczęszczają do tamtejszej szkoły podstawowej. Kobieta powiadomiło media i wybuchała awantura.

Agnieszka Wojtowicz zauważyła obrazki, gdy jej córki (chodzące do pierwszej klasy) zaczęły odrabiać zadanie domowe – pisze tvn24pl. „Przy okazji nauki alfabetu dzieci musiały podpisać obrazki. Rysunki przedstawiały nagie postaci z mocno uwydatnionymi narządami płciowymi, w dodatku w dziwnych sytuacjach”.

Norweski dziennik „VG” opisuje, że obrazek, który należało podpisać „elefant” (słoń), przedstawiał nagiego chłopca leżącego pod drzewem, który siusiał wprost do trąby słonia. Poza tym literkę „e”, czyli „epler” – jabłka, w innych zadaniach było jako „ereksjon” (wzwód) i „ejakulasjon” (wytrysk).

A norweski minister edukacji Torbjorn Roe Isaksen nic bulwersujące w rysunkach nie zobaczył. - Może to właśnie my, dorośli, najbardziej reagujemy negatywnie na widok tego obrazka, bo myślimy inaczej niż dzieci – miał stwierdzić rozbawiony minister.

Ohyda, głupota, wynaturzenie!!!
za: kliknij

*****************
U nas w Polsce też próbuje się tę diabelską „edukację” przepchnąć – poznaj „standardy edukacji seksualnej Światowej Organizacji Zdrowia”

Teoria gender przenika bardzo mocno w dwóch sferach. Po pierwsze, przenika w sferze edukacji. Po drugie, przenika w sferze polityki. W sferze edukacji przenika w zakresie wychowania. W chwili obecnej poczynając od przedszkola, idąc przez szkołę podstawową, gimnazjum aż po studia. Po studia wyższe, tzw. gender studies, które w tej chwili są uprawiane na wszystkich  większych uniwersytetach w Polsce. Od Uniwersytetu Jagiellońskiego, aż po Uniwersytet Warszawski, czy poznański, łódzki, białostocki bądź toruński.
Nas może jednak bardziej zainteresować to, co próbuje się dokonać na gruncie edukacji na poziomie szkoły podstawowej i gimnazjalnej.

22 kwietnia 2013 roku na konferencji z udziałem ministra edukacji i zdrowia były omawiane standardy edukacji seksualnej Światowej Organizacji Zdrowia.

Wiek 0-4 lat:  Radość i przyjemność z dotykania własnego ciała, masturbacja. Świadomość, że związki są różnorodne; różne koncepcje rodziny.

Wiek 4-6 lat:  Związki osób tej samej płci. Szacunek dla różnych norm związanych z seksualnością. Zadowolenie i przyjemność z dotykania własnego ciała (masturbacja / autostymulacja).

Wiek 6-9 lat:  Zmiany dotyczące ciała, miesiączkowanie, ejakulacja. Wybory dotyczące rodzicielstwa i ciąży. Mity dotyczące prokreacji. Rożne metody antykoncepcji. Akceptacja różnorodności.

Wiek 9-12 lat:  Skuteczne stosowanie prezerwatyw i środków antykoncepcyjnych. Przyjemność, masturbacja, orgazm. Różnice między tożsamością płciową i płcią biologiczną; miłość wobec osób tej samej płci. Akceptacja różnych opinii, poglądów i zachowań w odniesieniu do seksualności.

Wiek 12-15 lat:  Podejmowanie świadomego wyboru co do metody antykoncepcji i jej skuteczne stosowanie. Tożsamość płciowa i orientacja seksualna, w tym „coming out” / homoseksualizm. Ciąża (także w związku między osobami tej samej płci). Umiejętność negocjowania i komunikowania się w celu uprawiania bezpiecznego seksu.

Wiek 15 lat:  Krytyczne podejście do norm kulturowych / religijnych w odniesieniu do ciąży, rodzicielstwa itp.. Akceptacja różnych orientacji seksualnych i tożsamości. Zmiana możliwych negatywnych odczuć, odrazy i nienawiści wobec homoseksualizmu na akceptację różnic seksualnych. Dokonanie „coming out”u (czyli ujawniania wobec innych uczuć homoseksualnych lub biseksualnych). Struktura rodziny i zmiany, małżeństwa z przymusu, homoseksualizm / biseksualizm / aseksualność, samotne rodzicielstwo.

One comment on “Niebezpieczeństwo
  1. dziękuje , dziękuje , dziękuje za audio Roberta Tekieli panorama zagrożeń duchowych. Rozprawił sie ze wszystkimi ” zainteresowaniami ” mojej przeszłości w sposób przejrzysty i czysty. Uczestnicząc w Eucharystii,
    pozostając w stanie łaski uświęcającej, mam nadzieję, że jestem pod opieką Pana Jezusa Chrystusa i Matki Jego Maryi. Strach ściska na myśl, że mogłoby byc inaczej. Niepokoi myśl, że nakładanie rąk mistrzyni reiki, powtarzanie ćwiczeń taichi czy zajmowanie się gotowaniem w pięciu przemianach według tradycji chińskiej, korzystanie z usług bioenergoterapeuty nie pozostało bez wpływu na mnie i dzisiejszy stan rzeczy może być tego skutkiem. Do kogo więc udać się po pomoc?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>