NIE POTĘPIAJ INNYCH

Dziesięć sposobów na głupotę – lekarstwo dziesiąte

 

Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni. Nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni (Łk 6, 37)

 

Wyszliśmy na początku tych rozważań od stwierdzenia, że nosimy w sobie namiętność zmieniania innych ludzi. Gdy się to nie udaje – potępiamy. Niektórych nawet nie próbujemy zmieniać; już z góry osądziliśmy ich jako niereformowalnych.

Podejmując drogę jedynej możliwej przemiany – przemiany siebie, wchodzimy na długą, bolesną, choć równocześnie piękna drogę. Jest to zmaganie porównywalne do walki Jakuba z Aniołem. Patryjarcha walczy wówczas o błogosławieństwo Boga i otrzymuje je. Z przetrąconym w bójce biodrem kuśtyka w promieniach wschodzącego słońca. Otarł się o śmierć, a zarazem otrzymał dar życia w promieniach błogosławieństwa, które nań spoczęło.

Zmaganie z własną głupotą i trud poszukiwania mądrości owocuje pokorą wobec innych ludzi. Potępiają głównie ci, którzy nie poczuli cierpienia i mozołu, jaki wiąże się z upragnioną metamorfozą; ci, którzy są „mądrzy we własnych oczach” za cenę odsunięcia „na zewnątrz” ogromnych połaci swojego wewnętrznego bałaganu. Pobielane groby, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa (Mt 23, 27).

Oczywiście demon potępiania bliźnich i unoszenia się pychą wobec ich słabości krąży wokół nas niezależnie od doznanej nawet za niemałą cenę przemiany. Krąży, szukając kogo by pożreć (1 P 5, 8). Wciąż potrzebujemy przypominać sobie jak bardzo dzieło przebudzenia jest owocem długotrwale, niekiedy paradoksalnie działającej w nas łaski. Potrzebujemy pamiętać, że niejedna nasza słabość lub wina, okazały się błogosławione i że podobnie może zdarzyć się w życiu naszych bliźnich.

Pokora wobec innych będzie dla nich być może największą pomocą, a świadectwo naszego życia zachętą do podjęcia z nadzieją trudu ich przemiany. Obyśmy mogli wnieść odrobinę dobra w życie innych uczciwie biorąc odpowiedzialność za własne życie, które otrzymaliśmy z rąk kochającej nas Mądrości.

 

Medytacje na zakończenie

WODA ZE SKAŁY

Nie jestem sam. Towarzyszy mi Skała, z której zostałem wyciosany. Pośród wszystkiego, co zmienne i nietrwałe On jest oparciem. Jego wierność trwa na wieki, odnawia się ona co rano i nie zawodzi. Pan moją mocą i twierdzą, więc się nie zachwieję. A choćbym upadł nie będę leżał, gdyż moją rękę Pan podtrzyma i podźwignie mnie Jego prawicaBo góry mogą ustąpić i pagórki się zachwiać, ale Jego miłość nie odstąpi…

Ziemia i niebo może przeminąć, ale Jego Słowo nie przeminie, zawsze pełne życiodajnej wierności. Dla mojego głodu, pragnienia i słabości wciąż otwarte jest Źródło, którego wody się nie wyczerpią. Ze skały wciąż płynie oliwa i miód. Oto nieustannie mówi do mnie Ten, który umie przyjść z pomocą strudzonemu, przez słowo krzepiące. Szepcze na pustyni do serca zranionego niewiernością. Przemawia słowami, które brzmią zmiłowaniem i pociechą.

On – Moc – bierze mnie w ramiona i mówi łagodnie. Przyjdź do mnie utrudzone dziecko, a ja Cię pokrzepię. Patrzę bowiem na tego, który jest biedny i zgnębiony na duchu i który z drżeniem czci moje słowo. Nie złamię trzciny nadłamanej i nie zgaszę knotka o nikłym płomyku.

Moc doskonali się w mej słabości.

Nie jestem sam – On niesie mnie na swych skrzydłach, bym mógł zdobyć górę zbyt dla mnie wysoką. On dodaje mocy zmęczonemu i pomnaża siły omdlałego. Chłopcy się męczą i nużą, chwieją się słabnąc młodzieńcy, lecz ci, co zaufali Panu, odzyskują siły, otrzymują skrzydła jak orły: biegną bez zmęczenia, bez znużenia idą.

Nie jestem sam – Ty mnie prowadzisz. Choćbym przechodził przez ciemną dolinę, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną. Kij Twój i laska pasterska są moją pociechą. Żadna ciemność, nie jest ciemna – skrzy się światłem Twojej Obecności i obietnicy: Nie lękajcie się, Ja jestem.

 

BŁOGOSŁAWIONY, KTÓRY PADA, A OCZY MU SIĘ OTWIERAJĄ

Umieć powiedzieć żegnaj wszystkiemu co przebrzmiałe, gdy zachwycający dźwięk okazał się zbyt płytki, jak cymbał brzmiący. Powiedzieć żegnaj temu, co odsłoniło swą marność i próżność, choć wydawało się bogactwem. Wiatr rozwiewa złudzenia. Pierzchają nocne cienie, rozpływa się mgła. Przemija postać tego świata, zdetronizowana jest fałszywa wielkość. Marność nad marnościami…Błogosławione bankructwo, szczęśliwi ubodzy. Błogosławiony ten, który pada, a oczy mu się otwierają

W ciszy przejaśnia się świat. W ciszy przejaśnia się świat….

Powiedzieć witaj temu co prawdziwe, zatroszczyć się o zaniedbane dobro.

Podnieś oczy i patrz. W świetle poranka kształty stają się wyraźne. Prawda ujawnia swój blask. Miłość nigdy nie ustaje. Wita Cię każdego dnia. Zaprasza do tańca. Zaprasza do życia. Wyciąga z uśmiechem rękę.

Pociągnij mnie za sobą! Pobiegnijmy! Wprowadź mnie, królu, w twe komnaty! Cieszyć się będziemy i weselić tobą, i sławić twą miłość nad wino; [jakże] słusznie cię miłują!

Nadzieja zawieść nie może. Podnieś głowę i nabierz ducha. Nie lękaj się, Ruiny zabrzmijcie radosnym śpiewem! Oto wszystko czynię nowe.

 

NASTAŁA GŁĘBOKA CISZA

Gdy przewalają się nade mną fale, a w sercu mnożą się niepokoje, Twoje pociecha orzeźwia moją duszę. Podnosisz mnie z gorączki niepokoju, a gwałtowny lęk koisz swoim słowem. Sam jesteś ciszą i ciszą wypełniasz serce, które się trwoży. Przeto gdy jesteś blisko, lęk ustępuje, choć wali się ziemia i góry zapadają w otchłań morza. Radować się mogę ciszą, która nastaje i wpłynąć do upragnionej przystani.

Z głębi Twojej Tajemnicy płynie delikatne tchnienie milczącego pokoju. Wobec wszelkiego zamętu, jaki zagraża sercu obroną jest Twoja Boska cisza. Chociażby stanął naprzeciw mnie obóz, moje serce bać się nie będzie; choćby wybuchła przeciw mnie wojna, nawet wtedy będę pełen ufności.

Delikatnym oddechem tulisz każdą trwogę. Przychodzisz w łagodnym Powiewie, uśmierzasz przerażenie. Nie podnosisz głosu, nie można usłyszeć Twego krzyku, mową Twoją jest czułe pocieszenie. Wróć duszo moja do swego pokoju, jak ciche dziecko na łonie swej matki, bo Pan dobro ci wyświadczył.

Słuchaj co mówi Niosący Ukojenie do duszy, która jak gołąbka trzepocze się w szczelinie skały:

Chcę uczynić wszystko dobrze
Uczynię wszystko dobrze
Mogę uczynić wszystko dobrze
I potrafię uczynić wszystko dobrze
I sama zobaczysz
Że wszystko będzie dobrze

 

ZA ZASŁONĄ

Temu zaś, który mocą działającą w nas może uczynić nieskończenie więcej, niż prosimy czy rozumiemy, Jemu chwała w Kościele i w Chrystusie Jezusie po wszystkie pokolenia wieku wieków!

W Twoim sercu trwa nieustanne działanie Największej Miłości, która Cię odnalazła. I zaledwie blade przebłyski Światła, którego źródłem jest Baranek, stają się uchwytne poza progiem tej wewnętrznej świątyni.

Cuda, których On dokonuje w ciszy i ukryciu, poza zasłoną – to nieskończenie więcej, niż prosimy czy rozumiemy. Ziarno Królestwo kiełkuje i rośnie – sam nie wiesz jak, czy śpisz, czy czuwasz, we dnie i w nocy! W ukryciu nabierasz kształtów, utkany we wnętrzu ziemi.

Gdy śmierć zerwie zasłonę poznasz tak, jak zostałeś poznany. Póki co widzisz niejasno, jakby w zwierciadle.

Już teraz jednak zechciej, by zgasły światła, które na zewnątrz rozpraszają Twoje spojrzenie. Gdy pozbawisz blasku, to co jest tylko cieniem, poczujesz i ujrzysz w szczelinie skałycud, który się nieustannie dokonuje w najtajniejszej świątyni. Szukałem Cię na zewnątrz, gdy Ty byłeś w moim wnętrzu.

Najgorętszy żar, którego szukasz by rozgrzać swe serce jest właśnie w Tobie: Święty Ogień Odwiecznej Miłości. On trawi Twoje wnętrze, oczyszczając je jak złoto w tyglu. Nie niszczy, lecz ratuje, nie potępia, lecz zbawia. Daje życie w obfitości i pokój, który przewyższa wszelki umysł

Ukryty kochanku Boga! Twój Oblubieniec raduje się Tobą i opromienia swoją miłością. Rozkwitasz sobie samemu nieznany pod Jego czułym dotykiem, gdy ze wszystkich stron Cię ogarnia i kładzie na Tobie swą rękę.

Obyś poczuł jak wzbiera w Tobie życie od korzeni, które w ciszy i ukryciu tej ziemi trwają w pocałunku ze Strumieniem.

Zanurz się głębiej– tam, gdzie nie zrani Cię pustka złudzeń. Gdzie dojrzewasz do pełni w Niegasnącym Słońcu. Odkrywaj kim się stajesz w objęciach Boga, a nie zwiodą Cię pozory.Skarb, którego szukasz, lśni na dnie Oceanu, który Cię otulił. Tam niech właśnie mieszka Twoje serce, abyś mógł wydać owoc łaski i prawdy.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>