Konflikty z zazdrości i zawiści

  •  „On posługuje, a ja nie, On ma charyzmaty, a ja nie. On się tak modli, a ja nie” – i wiele innych… Zazdrość niszczy serce i staje się główną motywacją do działania – a nie Jezus i Jego zaproszenie. Owszem, jest chwila, gdy pragnienie posługiwania jak inni czy modlenia się jak inni jest budujące – ale zaraz potem rodzi się zazdrość, destrukcyjna i zabijająca możliwość przebaczenia i radości z modlitwy czy posługi tych osób. Mam wrażenie, że jedynym wyjściem jest powrót do Jezusa, a zadaniem wspólnoty jest podnosić, doceniać i dawać informację zwrotną o darach i znaczeniu osoby owładniętej zazdrością. Jako lider mogę jako pierwszy dostrzegać dobre strony „zazdrośników” i pokazywać, że są potrzebni – ale wiem, że to nie zawsze działa. Czasem trzeba, aby taka osoba sama przekonała się na własnych błędach, że zazdrość nie dodaje ani charyzmatów, ani radości – a podjęcie innej posługi może to dać! Gdy ktoś mocno przeżywa: „Jego zauważają i doceniają, a mnie nie. Z jego zdaniem to się liczą, a z moim?” – taka postawa powoduje w nim spustoszenie duchowe. I przesuwa się w kierunku zawiści, ponieważ często rodzi chęć szkodzenia tym niby „lepszym”. Oczywiście nie da się działać w Bożym dziele z takim bagażem, a wspólnota ma za zadanie „zauważyć” biedaka trawionego zawiścią przez odnalezienie i wskazanie mu miejsca, gdzie będzie mógł swoje pragnienia realizować. Jako lider zawsze starałem się chronić osoby pełne zawiści, ale i te atakowane przez nie, ponieważ obu stronom jest trudno. 

    Szybki sukces i droga na skróty

    Jeśli bez modlitwy i bez rozeznania podejmę jakieś działanie – mogę odnieść wrażenie, że wspólnota jest mi niepotrzebna i wszystko mogę sam. Podobnie gdy nie chcę się formować ani podejmować krzyża miłości, ale za wszelką cenę chcę osiągać sukcesy. Spotkałem wiele osób, które w ten sposób wychodzą „przed szereg” – bez cierpliwości, raniąc wszystkich wokół i niszcząc zaplanowane przez Boga dobro. Dobrze, jeśli ucząc się na błędach dojdą do wniosku, że trzeba inaczej. Jako lider musiałem czasem kleić połamane serca po doświadczeniu porażek, zdołowane niepowodzeniami czy zupełnie ogołocone z poczucia wartości, za to pełne agresji, jako postawy obronnej, więc i raniące ludzi wokół. Tutaj często przykład cierpliwości i posłuszeństwa dawał dobry efekt.

  • Ocenianie i porównywanie sięTaka postawa jest całkowitym odwróceniem oczu od Boga, a patrzeniem na ludzi i podejmowaniem działania z powodu względów ludzkich. Taka postawa demaskuje się bardzo szybko, po czym okazuje się, że dana osoba nie ma możliwości działania we wspólnocie – nie jest w niczym twórcza, a powielając podejmowane już dzieła, robi to nieudolnie. Zadanie lidera polega wtedy na wyjaśnianiu motywów działania i odwracaniu wzroku od tego, co ludzkie – ku temu, co Boże, oraz na otwieraniu serca na rozeznawanie woli Bożej. 

    Zastarzałe niechęci

    Nieprzebaczone konflikty powodują brak współpracy, choć na zewnątrz nie widać żadnych przyczyn! Takich konfliktów w ogóle nie da się rozwiązać, trzeba je pozostawić z wołaniem o przebaczenie i pojednanie. Jedyną metodą postępowania jest miłość i przyjęcie obu stron jednakowo – co czasem jest bardzo trudne – ale każde zajęcie stanowiska powoduje jedynie zaostrzenie sytuacji. Podejmowałem takie próby mediacyjne i poniosłem całkowitą klęskę. Tutaj kolejny raz okazuje się, że cierpliwa modlitwa daje więcej niż jakiekolwiek ludzkie działanie.

     

    Zakochania i odrzucone miłości

    Warto, by liderzy i animatorzy pamiętali, że dość często zdarza się zaproszenie do wspólnoty mężczyzny przez kobietę, albo odwrotnie, z powodu zauroczenia lub pożądania – a nie ze względu na Jezusa. Potem najczęściej dochodzi do bardzo gwałtownych odejść lub konfliktów, raniących nie tylko zauroczonych, ale i całą wspólnotę. Można jedynie towarzyszyć takim osobom i oddawać je Jezusowi, aby uwalniał je od zgubnego pożądania. Oczywiście jako lider nie wszystko wiem i nie wszystko dobrze oceniam, ale kluczem do wszystkiego jest rozmowa i wyjaśnianie. Każdy konflikt ma u podstawy albo zupełnie oddaloną od Jezusa intencję, kompletnie pozareligijną, albo egoizm nastawiony na wyścig szczurów. Dzisiaj wiem, że miłość rozwiązuje każdy konflikt. I to niekoniecznie miłość wzajemna pomiędzy stronami konfliktu – chociaż taka jest najlepszą drogą ku przebaczeniu i zakończeniu sporów.

     

    Wiele może także zdziałać miłość wspólnoty, a szczególnie jej animatorów i przełożonych, do każdego z członków grupy z osobna. To wielkie i trudne zadanie, ale do takiej właśnie postawy zaprasza nas Jezus. A On jest jedyną przyczyną powstawania naszych wspólnot…

  •  

    Narzekanie a wiara w Boże obietnice

    Autor: Anna Lasoń-Zygadlewicz

     

    Gdy emocje w nas się gotują, gdy życie płynie nie w tę stronę, którą wybraliśmy, gdy Pan Bóg nie daje szybkich rozwiązań, gdy ktoś wystawia nasze nawrócenie na próbę… jak reagujemy? Zrzędzimy, krytykujemy, kłujemy sarkazmem lub użalamy się nad sobą. Po pewnym czasie staje się to naszą drugą naturą. Ot, taka narodowa choroba cywilizacyjna: Polacy-lubią-ponarzekać. A co na to Jezus?

     

     

     

    Na to pytanie odpowiada Maria Vadia w swojej książce Twój język ma moc. Przywołuje scenę, gdy Izraelici na pustyni sarkali na Mojżesza, że ośmielił się wyprowadzić ich na wolność przez pustkowie bez wody i żywności Eko. Zapomnieli o Bożej wszechmocy i opiece, która wyrwała ich z niewoli, więc narzekali, że na wolności jest im gorzej niż w niewoli egipskiej. A czym to się skończyło? Zaatakowały ich „węże o jadzie palącym”! Skoro jęczeli, że woleliby śmierć niż pustynię – rzeczywiście umierali, pokąsani przez węże. Tyle historia, a co ona oznacza dla nas dzisiaj? Maria pisze jasno – nawet jeśli jesteś zablokowany ze wszystkich stron: przede tobą Morze Czerwone, za tobą faraon ze swoją armią, i nie wiesz, co masz zrobić – bezsensem byłoby tracenie sił na narzekanie i użalanie się nad sobą. Bóg zna rozwiązanie tej sytuacji. Uwierz Mu, przecież wszystkie obietnice zawarte w Piśmie świętym są dostępne dla ciebie! Poza wiarą – innych warunków nie ma, brak jakichkolwiek dopisków drobnym druczkiem (*obietnica aktualna tylko dla wybranych). Obietnica aktualna dla wszystkich, którzy uwierzą!

     

    W kogo bardziej wierzysz – w swoje problemy czy w Boga?

    Jeśli Słowo Boże coś ci obiecuje, nie możesz zachowywać się jak wystraszeni zwiadowcy wysłani do Ziemi Kanaan. Początkowo uwierzyli, więc poszli, obejrzeli nową ziemię i wrócili z relacją: „Kraj piękny, owoce doskonałe, ale mieszkańcy ogromni, a ich miasta wielkie. Zrezygnujmy, bo i tak nie damy rady ich pokonać!”. Dobrze że wśród zwiadowców byli jeszcze Jozue i Kaleb, którzy potrafili się skupić na Bogu i Jego obietnicy, zamiast na przeszkodach. Ci dwaj wrócili więc z inną relacją: „Trzeba ruszyć i zdobyć kraj – na pewno zdołamy go zająć. Nie bójcie się też ludu tego kraju, gdyż ich pochłoniemy. Obrona od niego odstąpi, a z nami jest przecież Pan” (Lb 13,30.14,9). Jak myślisz, komu uwierzył lud? Oczywiście tym pierwszym! A wtedy zaczął się płacz, szemranie i bunt: po co było tyle wysiłku, skoro podbój Kanaanu i tak się nie uda? Skutek tej reakcji był miażdżący: czterdzieści lat krążenia po pustyni, aż wymarło całe pokolenie niedowiarków. Do Ziemi Obiecanej weszło nowe pokolenie, pod przewodnictwem Jozuego i Kaleba – jedynych, którzy uwierzyli Bogu. I tu pada pytanie Marii: „Dokąd chcesz, aby zmierzało twoje życie? Czy chcesz krążyć w kółko i nigdy nie otrzymać obietnicy Bożej? Zapanuj nad swoim językiem! Czy chcesz skutecznie służyć Bogu? Zapanuj nad swoim językiem! Czy chcesz doświadczyć Bożego błogosławieństwa w każdej dziedzinie swojego życia? Zapanuj nad swoim językiem!”. Wybór, pomimo że wydaje się oczywisty, zależy od naszej decyzji i… determinacji.

     

    Twój język ma moc

    W swojej książce Maria Vadia przytacza pewne doświadczenie z 1992 r., gdy po raz pierwszy przekonała się o tym, jaką moc Bóg daje naszemu językowi. Gdy wraz z mężem doświadczyła ona krachu finansowego, oboje zmuszeni byli wystawić na sprzedaż swój piękny dom. Ale z powodu trudnej sytuacji gospodarczej, w tym czasie w Miami rynek nieruchomości był martwy. Wielu przyjaciół mówiło Marii, że nie ma szans na pozbycie się tej nieruchomości. A po drugiej stronie ulicy od wielu miesięcy czekały wystawione na sprzedaż piękne domy, a kupcy się nie zjawiali… Marii przypomniały się słowa Pisma: „Żaden, kto wierzy w Niego, nie będzie zawstydzony” (Rz 10,11), postanowiła więc, że nie uwierzy negatywnemu świadectwu, ale Bogu. Poprosiła Ducha Świętego, żeby jej pokazał, jak ma się modlić o tę sprzedaż. A On ją zaskoczył – polecił jej, aby w modlitwie zanurzyła swój dom we krwi Chrystusa i uwielbiała Boga, obchodząc wokół budynek siedem razy, jak Jozue i Izraelici obchodzili Jerycho. Ku wielkiemu zdumieniu znajomych Marii – dwa i pół tygodnia później dom był już sprzedany… Jeśli będziemy używać naszego języka do walki duchowej, wyznając Boże obietnice, modląc się językami, unikając szemrania przeciw Bogu – zobaczymy o wiele większe cuda. Bo czym jest korzystna sprzedaż domu wobec tego, co Pan dla nas przygotował?

     

     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>